Nie da się ukryć, że 2020r to był rok inny niż wszystkie. 

O pandemii, która totalnie zmieniła bieg wydarzeń dużo zostało już powiedziane i napisane, ale w tym wpisie nie o tym. Do tego tematu może jeszcze kiedyś wrócimy, ale teraz chcemy podsumować ten 2020 rok trochę inaczej. 

Nowe pomysły, nowe wyzwania, robienie czegoś po raz pierwszy w życiu wyzwala dużo pozytywnej energii, adrenaliny i daje po prostu dużo radości. Nie ważne czy spodoba nam się to na tyle, że będziemy to kontynuować, czy może zrobimy to ten jeden raz i stwierdzimy, że to nie dla nas. Naszym zdaniem ważne, żeby próbować, doświadczać i poszukiwać. 

 

Nowości – super sprawa

Bardzo lubimy robić coś po raz pierwszy! W dobie internetu mając pod ręką non stop smartfona, Googla, Instagram, Facebook i inne serwisy możemy mieć nieskończenie wiele inspiracji i czerpać je garściami. Tylko od nas zależy co wybierzemy. 

We wpisie 2019 rok w pigułce   pisaliśmy o kilku nowościach, których wtedy spróbowaliśmy. Teraz dokładamy kolejne pomysły. Może coś Wam się spodoba i zechcecie sprawdzić jak to jest, na własnej skórze.

No to lecimy z tymi pomysłami! 

 

Sportowo, nie tylko biegowo

 

Bieganie… boso, w sandałach i w deszczu 

W bieganie wkręciliśmy się już jakiś czas temu, ale nie stoimy w miejscu i próbujemy ciągle iść o krok dalej. To co najbardziej cieszy nas w tym bieganiu to kontakt z naturą.

Za sprawą Kamila pod okiem którego trenujemy, na jednych z zajęć ściągnęliśmy buty i ćwiczyliśmy w skarpetkach. Po kilku treningach okazało się, że skarpetki też ściągniemy i zobaczymy jak to będzie pobiegać boso na bieżni. W treningach, które dostawaliśmy od Kamila w czasie pierwszego lockdownu pojawiło się bieganie po trawie boso, a potem testowanie gołymi stopami innych nawierzchni. U Michała chodzenie boso po domu było zawsze naturalne. Ja najpierw zachwyciłam się bieganiem i chodzeniem boso w terenie, a potem odłożyłam pantofle głęboko do szuflady i teraz nawet nie wiem gdzie są. Taki fizyczny kontakt z naturą poprzez naturalne bieganie to był totalny strzał w dziesiątkę. Obydwoje poczuliśmy w tym jakiś rodzaj wolności. 

Od kolejnej biegowej nowości dzielił nas już w tym momencie tylko jeden krok. Weszliśmy na stronę Monk Sandals i zamówiliśmy sandały biegowe. Od dawna obserwowaliśmy jak Kamil biega w minimalistycznych butach na przemian z sandałami. Mega nas ciekawiły, ale dopiero bieganie boso przekonało, że sandały to coś dla nas. I nie pomyliliśmy się. Paczka z sandałami dotarła do nas tuż przed urlopem, więc od razu było wiele czasu na testowanie. Cały sezon letni i część jesieni przyzwyczajaliśmy stopy do chodzenia, truchtu, a potem dłuższych wybiegań. Nie można od razu rzucać się na głęboką wodę, gdyż łatwo o jakąś kontuzję czy uraz. Treningi w sandałach stały się naszymi ulubionymi i już wyczekujemy wyższych temperatur, żeby znów je założyć. 

No i na koniec tego wątku zostało bieganie… w deszczu. Może to nic nadzwyczajnego, ale zawsze jak mieliśmy wyjść na trening, a zaczynał padać deszcz, to albo z niego rezygnowaliśmy, albo czekaliśmy aż się przejaśni i przestanie padać. Zupełnie nie widzieliśmy opcji, że możemy wyjść na trening w deszczu. No i tutaj przyszedł nam z pomocą wyjazd w Bieszczady. Pojechaliśmy na przedłużony weekend, a padało praktycznie non stop. Szkoda nam było przesiedzieć cały wyjazd w domku, więc ubraliśmy kurtki przeciwdeszczowe i po prostu wyszliśmy w taką ulewę. No i w sumie było całkiem fajnie. Jak to mówią, nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani biegacze. Może nie były to najprzyjemniejsze treningi z możliwych, ale na pewno mocno odświeżające i to nie tylko ciało, ale i umysł. Przekraczanie własnych granic daje nie tylko poczucie spełnienia, ale zdecydowanie dodaje skrzydeł. 

 

Bieganie po górach… 

Sam fakt tego, że biegamy po górach to żadna nowość. To co się udało w 2020 roku to po pierwsze biegowo odkrywać nowe szlaki w polskich górach, a po drugie zwiększać kilometraż. 

Pandemia zablokowała większość zawodów, ale nie nasze plany. W kwietniu byliśmy zapisani na nasz pierwszy maraton górski na Biegach w Szczawnicy, czyli Wielką Przehybę. Mimo, że oficjalny start się nie odbył, to postanowiliśmy zorganizować swój. Ściągnęliśmy oficjalną trasę, zabraliśmy trochę przekąsek i napojów do plecaków i ruszyliśmy w góry. Bez ciśnienia na wynik i ścigania zaliczyliśmy nasz pierwszy nieoficjalny górski maraton  (a nawet trochę więcej, bo wyszło 44km i 1900m w górę/dół) spędzając świetny czas na pięknych szlakach Beskidu Sądeckiego i Małych Pienin. Biegi w Szczawnicy na początku zmieniły termin zawodów na listopad, a potem na kwiecień 2021, także oficjalny start nadal przed nami. 

Drugi zaplanowany przez nas kluczowy start to był Bieg 7 dolin na dystansie 64km na Festiwalu Biegowym w Krynicy. Tutaj też nie obeszło się bez zmian, ale finalnie Festiwal się odbył tylko nieco później niż zakładano. Niestety kontuzja kolana podzieliła nasz team na pół i Michał reprezentował nas na trasie, a ja przejęłam rolę mobilnego supportu. Trzeba przyznać, że oboje wywiązaliśmy się ze swoich zadań jak należy – Michał dołączył do grona ultrasów przebiegając najdłuższy do tej pory swój dystans, a ja dotarłam na czas na wszystkie umówione punkty i poznałam jak to jest po tej drugiej stronie. 

 

Skitury

Do skiturów przymierzaliśmy się już przynajmniej dwa albo trzy lata. Cały czas chcieliśmy spróbować, ale coś stawało nam na drodze i pod koniec sezonu stwierdzaliśmy, że trzeba zrobić to w kolejnym. 

W tym roku nareszcie się udało – przełamaliśmy złą passę i ruszyliśmy pod górę z nartami na nogach. W naszym prywatnym rankingu to chyba właśnie skitury są hitem 2020 roku. Może o tym świadczyć chociażby fakt, że pojawił się osobny wpis, gdzie o tym opowiadamy (a niestety bijąc się w piersi musimy przyznać, że regularne publikowanie nowych wpisów to nie jest nasza mocna strona). Kto jeszcze nie czytał – zapraszamy tutaj: Skitury jak zacząć.  Ale w skrócie można powiedzieć, że skitury dla nas to po prostu super frajda. 

 

SUP

Było już bieganie, sporty zimowe, to teraz czas na sporty wodne. Obydwoje lubimy pływać, ale na basenie nie pojawiamy się jakoś specjalnie często. Mięliśmy okres w życiu kiedy praktycznie regularnie 2 razy w roku pływaliśmy na żaglach- na Mazurach i nad Soliną. Ale jakoś nie ciągnęło nas do tego, aby robić patent żeglarza. Woleliśmy pływać jako załoga i wykonywać po prostu zadania, które zostały nam wyznaczone. Wspominamy te wyjazdy zawsze z łezką w oku. W tym roku po długiej przerwie znów udało się dotrzeć w krainy pełne jezior – w Bory Tucholskie i na Mazury.

No i znów same nowości, a jak! SUP, czyli Stand Up Paddle – deska podobna do windsurfingowej, ale z wiosłem. Nie trzeba więc czekać na wiatr, tylko zabrać wiosło w dłoń i do dzieła! Świetna sprawa, żeby wypłynąć bez obaw na środek jeziora, ćwiczyć stabilizację, trochę się przy tym zmęczyć i mieć kupę radości. Wypożyczyliśmy, spróbowaliśmy i na pewno będziemy do tego wracać! 

 

Sternik motorowodny

Drugi nowy pomysł, który zrodził się w czasie tej samej podróży to uzyskanie patentu sternika motorowodnego. Będąc na Mazurach stwierdziliśmy, że super będzie popływać czymś innym niż rowerek wodny czy SUP po jeziorze. W pobliskiej marinie okazało się, że bez patentu można wypożyczyć jedynie taką niewielką motorówkę. Na wszystkie inne sprzęty, również skuter wodny, który najbardziej marzył się męskiej części towarzystwa, wymagane jest posiadanie patentu. Co było robić, motorówkę wypożyczyliśmy, miło spędziliśmy godzinkę na jeziorze, a potem Panowie znaleźli w internecie i zapisali się na kurs wymagany do zdobycia patentu. W związku z pandemią część teoretyczna odbywała się online, natomiast część praktyczna w małych grupach na krakowskim jeziorze Bagry. Całość była zakończona egzaminem pisemnym oraz praktycznym i Michał razem z naszym przyjacielem Rafałem są już pełnoprawnymi sternikami motorowodnymi. Czekamy na cieplejsze miesiące, żeby mogli wypożyczyć upragniony skuter i wypłynąć na jeziora. 

 

Spinner 

Gdy nadeszła zima i smog, a siłownie zostały zamknięte przez pandemię szukaliśmy jakiegoś rozwiązania, które pozwoli nam robić treningi w domu. Był pomysł, żeby kupić rowerek stacjonarny, ale jak zaczęliśmy rozpatrywać temat, okazało się, że wiele osób wpadło na ten sam pomysł, więc w sklepach mały wybór, a do tego żeby mieć coś rzeczywiście porządnego trzeba wyłożyć niemałą kasę. No i tutaj z pomocą przyszła nasza znajoma Ula, właścicielka jednego z krakowskich klubów fitness. Niestety jej klub, tak jak i cała branża fitness został zamknięty, więc jedną z niewielu desek ratunku to wypożyczanie sprzętu, który stoi nieużywany. Postanowiliśmy, że dla nas będzie to świetny sposób na treningi w domu, a dodatkowo choć trochę wesprzemy branżę fitness. Rowerek wypożyczamy już czwarty miesiąc i pewnie pociągniemy tak do wiosny, kiedy będzie można bardziej swobodnie korzystać z uroków treningów na zewnątrz, albo miejmy nadzieję jak najszybciej otwartych siłowni i klubów fitness.   

 

 

Nasz camp/vanlife, czyli mniej sportowo, a bardziej podróżniczo 

O naszych Vanlife’wych zapędach powstał osobny wpis: Życie na campingu . Zachęcamy oczywiście do przeczytania. W skrócie można powiedzieć że 2020 rok w swojej inności pozwolił nam poszerzyć horyzonty i trochę poeksplorować ten temat. 

Camper

W wakacje spakowaliśmy manatki, wypożyczyliśmy Campera z przyjaciółmi i ruszyliśmy w Polskę. Wyprawa była super (obiecujemy, że więcej opowiemy w osobnym wpisie), ale co najfajniejsze wypróbowaliśmy nowy typ podróżowania. Nasz pierwszy raz z camperem wypadł super, ale stwierdziliśmy, że szukamy dalej, bo to nie jest rozwiązanie podróżnicze dla nas. 

 

Box campingowy – Raxo nomad

Po powrocie z wakacji Michał wytrwale wertował internet w poszukiwaniu alternatyw.. No i znalazł to czego szukaliśmy. Wynalazek, który niesamowicie przypadł nam do gustu od pierwszego wejrzenia to Raxo Nomad, czyli box, który po włożeniu do bagażnika samochodu umożliwia spanie, gotowanie, a nawet mycie. Więcej piszemy o nim we wspomnianym wpisie Życie na campingu. Zakupiliśmy takie cacko i nasz Renault Scenic zamienił się w mini campera.

 

Nocleg w samochodzie

Zanim nadeszła zima zdążyliśmy go wypróbować i tu kolejny pierwszy raz – nocleg w samochodzie. Dotarliśmy późnym wieczorkiem na parking w Nowym Targu, przenocowaliśmy, a rano rozpoczęliśmy dzień kawką w outdoorze. Zanim ktokolwiek pojawił się na szlaku dotarliśmy na szczyt Turbacza. 

 

Vw Multivan + Raxo nomad 

Już czuliśmy, że jeśli chodzi o nasz przyszły vanlife zmierzamy w dobrą stronę, ale… brakowało nam troszkę oddechu i przestrzeni. Nie przedłużając opowieści, rok 2020 zakończyliśmy zakupem używanego Vw Multivana T6 i zostaliśmy busiarzami! Połączenie Vw i Raxo to strzał w dziesiątkę. Taki zestaw pozostanie z nami na długo, więc jeszcze na pewno nie braknie o nim opowieści. 

 

 

Działka nasze hobby 

Rok 2020 to był nasz drugi pełny sezon jako właściciele ogródka działkowego. Nowość, której doświadczyliśmy w tym roku to przede wszystkim ilość czasu jaką tam spędziliśmy. Pandemia mocno ograniczyła możliwości i przystopowała nasze podróżnicze zapędy, a własny kawałek ogródka dawał ogromne wytchnienie w tym dziwnym i trudnym dla wszystkich czasie. Na działce spędziliśmy nie tylko wiele popołudni, weekendów, ale nawet śniadanie wielkanocne. 

 

Workacion/pracowakacje, czyli wyjazd potrzebny od zaraz 

Mimo, że podróżowania nie było za wiele w tym roku, naszym odkryciem stała się praca zdalna z innego miejsca niż dom. Jak tylko po pierwszym mocnym lockdownie otworzyła się możliwość nocowania w hotelach i wynajmowania apartamentów Michał wpadł na pomysł wyjazdu w góry na tzw. Workacion. Wynajęliśmy apartament w jaworkach, zabraliśmy ze sobą komputery i spragnieni podróży wyjechaliśmy na tydzień pracy zdalnej z widokiem na góry. Rozpoczynaliśmy dzień od kawki z widokiem na Pieniny, potem wybiegaliśmy na trening na pobliskie szlaki, a najpóźniej o 9 pełni energii i zapału siadaliśmy do komputerów, łączyliśmy się z serwerami w firmie i pracowaliśmy. Koncepcja była tak genialna, że powtórzyliśmy ją raz jeszcze we wrześniu.

 

 

Hand made, czyli rób wszystko na co nigdy nie ma czasu 

 

Ceramika

Ostatni koncept w którym można odnaleźć wiele nowości to różnego typu hand made. 

Pierwszy temat warty wspomnienia to zdecydowanie ceramika. Od Michała dostałam voucher na warsztaty ceramiczne i w styczniu 2020 udało się go zrealizować. Warsztaty to było dla mnie super przeżycie. Wszystkiego możecie dowiedzieć się z osobnego wpisu: Warsztaty ceramiczne w Ceramika Muskam . Warsztaty to jedno, ale własnoręcznie zrobione naczynia cieszą nas nadal każdego dnia, gdy jemy z nich owsiankę czy popijamy kawę. 

 

Kulinarnie

No i na koniec jeszcze kulinarne nowości. Spędzając tak wiele czasu w domu udało się zgłębić tajniki gotowania i pieczenia. Powstało wiele dań i produktów na które nigdy nie było czasu. Ciężko wszystko wymienić, bo na prawdę udało się dosyć sporo podziałać. Pierwsze własnoręcznie ulepione pierogi ruskie, cynamonki, chleby, chałki, drożdżówki, zakwas buraczany, czy suszone truskawki to tylko początek listy. Okazało się, że przygotowywanie często potrafi być prawie tak dobre jak zjadanie, a własne eksperymenty w kuchni potrafią przynosić na prawdę sporo satysfakcji.

 

A jakie nowości przyniesie 2021 rok… 

Jak pokazał nam 2020 rok nie ma co planować, trzeba działać tu i teraz, doceniać to co mamy, próbować nowych rzeczy i wyszukiwać tego co daje nam radość! Tego Wam życzymy tu i teraz 🙂