A jakby to było pomieszkać za granicą… ? 

Takie pytanie chodziło za nami już od dawna. Kilka lat temu mieliśmy pomysł, żeby wyprowadzić się z Krakowa na rok i zobaczyć jak to jest. Ciągle coś jednak nas od tego odciągało i pomysłu wypróbowania mieszkania poza Polską nie udało się zrealizować. Aż do teraz.  

 

Workation, czyli praca z widokiem na góry 

Wszystko zaczęło się od pierwszego, małego kroku. Podczas pandemii wypróbowaliśmy workation, czyli pracowaliśmy zdalnie, przez tydzień, z wynajętego apartamentu w górach. Sprawdziło się to u nas na tyle dobrze, że kilka miesięcy później powtórzyliśmy to jeszcze raz. Radość z możliwości treningu w górach przed pierwszym callem, czy możliwość wypicia porannej kawy z widokiem była u nas tak duża, że pełni zapału siadaliśmy potem do codziennej pracy. 

 

Przeprowadzka w pełnym składzie, czyli jak to jest wyjechać za granicę z 3 miesięcznym dzieckiem i psem

 

Gdy dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży, stwierdziliśmy, że w trakcie urlopu macierzyńskiego, łatwiej będzie przeprowadzić się za granicę, ponieważ do pogodzenia z wyjazdem jest tylko jedna praca. Doszliśmy do wniosku, że to nasza szansa! Plan był taki, że po urodzeniu Młodego ruszamy w świat. Oczywiście nie zaraz po wyjściu ze szpitala, ale celowaliśmy w mniej więcej trzeci miesiąc po urodzeniu. 

Na pierwszej wizycie patronażowej rozmawialiśmy z pediatrą o naszych planach. Chcieliśmy dobrać termin wyjazdu w taki sposób, aby odpowiednio przeprowadzić wymagane szczepienia i jechać ze spokojną głową. Wyszło na to, że po drugich dawkach szczepionek mamy 2 miesiące przerwy przed kolejnymi. Na pierwszy wyjazd powinno być w sam raz. 

Nie chcieliśmy czekać z wyjazdem do skończenia wszystkich szczepień, bo wypadało to po pół roku, czyli akurat w połowie maja, kiedy chcieliśmy wracać już do Polski i rozpoczynać sezon na naszej działce

 

No to gdzie jedziemy ? 

Wybierając kraj podróży, mieliśmy kilka wymagań. Chcieliśmy, aby w lutym było tam cieplej niż w Polsce, dało się dojechać autem, żeby nie narażać naszego psiaka na trudności podróży samolotem, no i żeby WiFi działało bez zarzutu, tak żeby Michał mógł spokojnie pracować.

Jako pierwsza, na listę wpadła Portugalia i długo była naszym numerem jeden. Nad wyborem innej destynacji zaczęliśmy się zastanawiać dopiero wtedy, kiedy po wizycie u lekarza, okazało się, że na podróż będziemy mieć 2, a nie tak jak pierwotnie zakładaliśmy 3 miesiące. 

Stwierdziliśmy, że jak na dwumiesięczny wyjazd Portugalia jest trochę za daleko i zaczęliśmy szukać czegoś bliżej. Ostateczny wybór padł na Toskanię we Włoszech. Portugalię zostawiamy sobie na drugą część roku, kiedy przerwa pomiędzy kolejnymi wizytami u lekarza będzie dłuższa, a w Polsce zacznie się nieprzyjemna plucha. 

 

Czemu akurat Włochy i Toskania? 

 

Po pierwsze, w czasie kiedy mogliśmy wyjechać, czyli początkiem marca panuje tu już wiosna, a temperatury są wyższe niż u nas, ale też nie za wysokie (nasz psiak nie przepada za upałami). 

Po drugie, czas dojazdu to ok. 14 godzin (1300 km), czyli w sam raz, aby wyjechać w piątek po pracy, po drodze zaklepać sobie 2 noclegi i w niedzielę dotrzeć na miejsce. Zakładaliśmy, że z Młodym musimy zatrzymywać się mniej więcej co 2 godziny, żebym mogła go nakarmić i ewentualnie przebrać plus, dać mu wytchnienie od pozycji w foteliku.

Po trzecie, ostatni raz na dłużej we Włoszech byliśmy dawno temu, bo chyba w 2007 roku, kiedy cały kraj przejechaliśmy autostopem. Stwierdziliśmy, że pora poznać ten kraj z innej perspektywy i w innej porze roku.

Nie ma co ukrywać, że włoska kuchnia oraz piękne toskańskie widoki też odegrały znaczącą rolę podczas podejmowania decyzji

 

Jak wybrać i gdzie szukać domu

Nowego miejsca do zamieszkania szukaliśmy na Airbnb. Najwygodniej było nam tam zaznaczyć jakie udogodnienia i jakiego typu zamieszkania szukamy. Można próbować też na Booking, ale tam łatwiej o apartamenty czy hotele i to na okres do 30 dni. Szukaliśmy też na portalach typu Casamundo , ale finalnie lokum zarezerwowaliśmy na Airbnb.

Zależało nam na tym, żeby mieć miejsce na wyłączność, takie które akceptuje zwierzęta, ma dobre wifi, przynajmniej jedną wydzieloną sypialnie oraz możliwość bezpłatnego parkingu. Szukając, sprawdzaliśmy też najbliższą okolicę, pod względem tego, czy będzie gdzie wędrować z psem i wózkiem. 

Znalezienie miejsca, które spełnia nasze kryteria, jest dla nas dostępne cenowo, plus sprawia wrażenie, że będzie się tam przyjemnie mieszkało, nie było łatwe. Na szczęście po kilku wieczorach wertowania ogłoszeń, udało się. Pobyt podzieliliśmy na dwie części i zbadamy dwie toskańskie lokalizacje. 

 

Pierwsze wrażenia 

Za sobą mamy dwa tygodnie naszej toskańskiej przygody. Mimo, że czas płynie tutaj tak samo szybko jak w Krakowie, to udało nam się choć trochę włączyć tryb slow life. 

Mieszkamy na wsi, a na codziennych porannych spacerach mijamy tych samych ludzi, wymieniając uśmiechy i Buongiorno. Jest wiosna, słońce świeci, a po trawie można chodzić bosymi stopami. 

Poranne spacery przed pracą, urozmaicamy sobie od czasu do czasu kawką, czasem włoskim śniadaniem w lokalnym sklepiko-barze. Zaraz obok domu mamy dwie pizzerie ze smaczną i tanią pizzą. 

W wolnych chwilach odpalamy Duolingo i uczymy się włoskiego, bo okazuje się, że warto zaznajomić się z podstawowymi zwrotami, bo angielski nie jest jakoś specjalnie popularny. 

Mimo, że nie jesteśmy na wakacjach, tylko działamy w normalnym trybie praca i urlop macierzyński, to zdecydowanie włoski klimat i tutejsze dolce vita nam służy. 

 

Jeśli ktoś z Was tak jak my najlepiej czuje się w podróży, to czy z psem, czy z niemowlakiem, czy po prostu samemu, w parze, czy całą rodziną warto podążać za marzeniami i nie odkładać realizacji na … jutro, kiedyś, czy na emeryturę.