Fajnie jest zrobić coś własnymi rękami. Jeszcze fajniej jeśli jest to coś, co nie tylko zawiesisz na ścianie, czy włożysz na pamiątkę do szuflady, ale coś z czego możesz korzystać i cieszyć się na codzień. Miseczkę, w której zjesz poranną owsiankę. Kubek, z którego wypijesz pobudzającą kawę. Talerzyk, z którego zjesz pyszny kawałek ciasta, czy doniczkę w której będzie rósł twój ulubiony kwiatek. Zawsze też, możesz zrobić coś, co podarujesz komuś bliskiemu, tak aby też miał trochę małej, codziennej radości. 

Pomysł na warsztaty

O warsztatach w Ceramika Muskam marzyłam odkąd się o nich dowiedziałam. Z Kingą chodziłyśmy do jednego liceum i jak tylko zobaczyłam, że założyła swoją autorską pracownię pomyślałam, że idealnie będzie się spotkać na ploteczki i do tego stworzyć własne naczynia. Od razu muszę się przyznać, że jestem naczynioholikiem (nie wiem, czy takie słowo istnieje, no ale bardzo lubię naczynia:), więc wiedziałam, że takie warsztaty to będzie strzał w dziesiątkę 😀

Wybierałam się, wybierałam i dotrzeć nie mogłam. Na szczęście na ratunek przyszły moje urodziny i Michał, który wręczył mi w prezencie voucher na udział w warsztatach! 

Warsztaty krok po kroku

Wraz z postanowieniami noworocznymi zdecydowałam, że muszę jak najszybciej zrealizować mój voucher. No i udało się. To były cztery świetnie spędzone piątkowe wieczory. Polecam wszystkim, ale ostrzegam – to wciąga i chce się więcej. 

Warsztaty ceramiki lepionej ręcznie w pracowni u Kingi to 4 spotkania w kameralnej grupie, 3 metody lepienia i stworzenie własnoręcznych naczyń. Na warsztatach powstają  miseczki, czarki, filiżanki, talerzyki, albo inne naczynia, które sobie wymarzyliście. Na koniec, wszystkie prace trzeba poszkliwić, a potem zabrać do domu, gdzie spokojnie mogą stać się częścią zastawy 🙂 

Wybierając się na warsztaty miałam milion pomysłów. Najbardziej cieszyło mnie, że będę mogła zrobić coś od A do Z swojego, a do tego będzie to coś użytkowego, a nie figurka, która stanie na półce i będzie zbierać kurz. 

Wszystkich czterech piątkowych wieczorów w pracowni wyczekiwałam z niecierpliwością, dokładnie tak samo jak następujących zaraz po nich weekendowych wypadów w góry. Przez cały tydzień w wolnych chwilach odpalałam Pinteresta i Instagrama w poszukiwaniu inspiracji, także pomysłów co by tu ulepić było coraz więcej.

Wieczór w pracowni ceramicznej, to świetny sposób na odłączenie się od świata zewnętrznego i pobycie tu i teraz.  2 godziny zajęć zlatuje nawet nie wiadomo kiedy. Kinga świetnie zna się na tym co robi, potrafi fajnie opowiadać, tłumaczyć i nakręcać wszystkich do działania. Daje wiele wskazówek, ale pozostawia też sporo miejsca na własną kreatywność. Do tego roztacza wokół siebie świetną atmosferę i dobrą aurę, co sprawia, że wychodzisz z pracowni naładowana pozytywną energią. 

Za każdym razem byłam tak zaaferowana lepieniem, że pyszną herbatkę (oczywiście w glinianej czarce), którą Kinga robiła na początku zajęć, wypijałam zimną zaraz przed wyjściem 😀 

Jedne warsztaty, to jedna metoda lepienia z gliny. Na każdych zajęciach powstaje naczynie, albo nawet kilka, w zależności jak szybko idzie nam lepienie daną metodą. Z tygodnia na tydzień czułam się coraz pewniej, a praca szła zdecydowanie sprawniej. Nie obyło się bez glinianych problemów. Ale chyba to dobrze, bo dowiedziałam się jak ratować naczynie, gdy coś nie wychodzi. Gdy coś zaczynało iść nie tak, wystarczyło szybko wołać Kingę, która pomagała i w razie konieczności ratowała naczynie sprawną ręką specjalisty.  

 

Wraz z nabywaniem doświadczenia, cały czas pojawiały się nowe pomysły. Najchętniej człowiek ulepiłby całą zastawę. Mimo, że na wszystko co przyszło mi do głowy brakło czasu, to radość z tego, co udało się stworzyć jest na prawdę bezcenna. 

Trzy wieczory w moim wypadku to pięć własnoręcznie wykonanych glinianych naczyń. W kolejności powstawania: kubek, dwie miseczki, doniczka oraz talerzyk/podstawka pod kubek. Gdy wszystkie pięć naczyń spędziło wymagane godziny w piecu, przyszedł czas na ostatni etap, czyli szkliwienie. Szaleństwo barw i możliwości, niepewne oczekiwanie na efekt końcowy i spora dawka satysfakcji, kiedy odbierasz swój gotowy zestaw.

A Wy kiedy ostatnio robiliście coś po raz pierwszy? 

Powiem Wam, że to fajne uczucie, kiedy oto stoi przed Tobą własnoręcznie wykonany kubek. A może to bardziej filiżanka… No w każdym razie coś, z czego liczysz, że będziesz popijać kawę. Ty, albo może ktoś, komu go podarujesz 🙂 

Zastanawialiście się kiedyś ile pracy potrzeba, aby powstał kubek z którego pijecie poranną kawę? Jeśli nie, to poniżej krótki przewodnik, którym kiedyś na profilu Ceramika Muskam podzieliła się Kinga. 

Od gliny do kubka kawy, czyli co musi przejść kubek, żeby napić się z niego kawy

  1. Lepienie

Poprzedzone godzinami poszukiwania inspiracji, projektowania, aby na końcu zakupić materiały i zabrać się do dzieła

  1. Schnięcie

Trwa ok. 7dni. Im większa praca tym proces jest dłuższy. Jest to czas kiedy z wyrobu wyparowuje woda. Praca staje się bardzo delikatna i wrażliwa na urazy. Kiedy się ukruszy, nie da się już jej naprawić. Trzeba tworzyć od nowa.

  1. Pierwszy wypał

Odbywa się w temp. ponad 900 stopni. Dopiero po upływie ok 48 godzin można otworzyć piec. Wyroby po pierwszym wypale nazywa się biskwitem. Teraz można zabrać się do rozrabiania szkliwa

  1. Szkliwienie

Trudny i precyzyjny proces pokrywania wyrobu szkliwem – specjalnym proszkiem rozrobionym z wodą. Kolory szkliwa zawsze różnią się od tych kolorów, które wyjdą z pieca. Szkliwa są blade i pastelowe. Temperatura działa cuda.

  1. Drugi wypał

Czasami załadowanie pieca poszkliwionymi pracami trwa nawet dwie godziny. Każda rzecz musi być wyczyszczona od dołu, aby nie przykleiła się w trakcie wypału. Piec może zostać nagrzany nawet do ponad 1300 stopni

  1. Gotowy wyrób

Po ok. 2 tygodniach wytężonej pracy wyrób jest gotowy do użytkowania

Teraz wystarczy zaparzyć kawę, nalać do kubka i pić ze smakiem 🙂 

Dlaczego wybrać się na warsztaty ?

Wszystkim, którzy chcieliby pić kawę z własnoręcznie wykonanego kubka i nie mają za daleko do Krakowa, polecam warsztaty ceramiczne w Ceramika Muskam. Jest to świetny sposób na zmierzenie się z nową dziedziną i nabycie nowych umiejętności. Ceramika świetnie zaspokaja kreatywne potrzeby, ale to także relaks, dobra zabawa i fajny czas w miłym towarzystwie. 

Po raz kolejny muszę Was ostrzec – to naprawdę wciąga! U mnie apetyt się wyostrzył i ciągle mam chęć ulepienia całej zastawy do naszego domu, a najlepiej jeszcze obdarować innych. Jedno jest pewne, w moim przypadku na tych pięciu naczyniach się nie skończy – koniecznie muszę sobie coś jeszcze wymuskać! 

 

Kilka informacji praktycznych: 

  • Koszt warsztatów to 350 zł. Zniżka 10% dla stałych klientów oraz za przyjście z koleżanką lub kolegą. A kto jest chętny to napiszcie do mnie w komentarzu, albo w wiadomości prywatnej – na pewno uda mi się zdobyć jakiś bonus dla tych, którzy uważnie przeczytali cały wpis 🙂 Polecam również kupowanie voucherów na warsztaty w prezencie dla innych – z doświadczenia wiem, że to mega frajda dostać taki voucher! Zapisy na muskamceramika@gmail.com.
  • Niestety z powodu panującej pandemii nie wiadomo kiedy ruszy kolejna seria warsztatów. Na razie warto śledzić profil Ceramika Muskam na Facebook’u oraz Instagramie i przeglądnąć jakie cudeńka tworzy Kinga. Można też zakupić voucher prezentowy na przyszłość, albo kubek lub inne naczynie własnoręcznie wykonane przez Kingę, które umilą Wam czas spędzany obecnie w domu.