WRZESIEŃ 2014; 3 tygodnie; 20 500km samolotem; 6 100 km samochodem; Paulina, Michał, Beata, Rafał – nasza zgrana ekipa; świetny plan; cudowne widoki; przyjaźni ludzie – OTO NASZ USA Road Trip! 

Wyjeżdżając na nasz american dream obiecałam koleżankom z pracy, że będę pisać „bloga” i wysyłać im na bieżąco mailami wraz ze zdjęciami. Do grupy, która dostawała relację dołączyłam również rodzinkę i kilku przyjaciół i w miarę dostępu do wifi starałam się wysyłać relację.

Po powrocie z wyprawy zebrałam wszystkie maile i zapisałam na dysku, żeby była pamiątka.

Skoro mamy już swojego bloga, czas żeby nasz American Dream ujrzał światło dzienne 🙂 Ruszajmy zatem! 

CZĘŚĆ 1- WSCHODNIE WYBRZEŻE

Dzień 1 – LATAMY

Wyjazd 5:30, szybka trasa do Warszawy, lot Warszawa-Londyn, przesiadka do większego samolotu i lot Londyn-Nowy Jork. W samolocie 2 filmy, drzemka, dużo jedzenia i picia. Na lotnisku w Nowym Jorku dwa szybkie pytania – “How long” i “Holiday?” i ostateczna pieczątka wjazdowa wbita do paszportu. Moja rodzinka u której mieliśmy się zatrzymać okazała się mieszkać w miasteczku pod Nowym Jorkiem, wprost jak z filmów – domek przy domku i dużo zieleni (dziękujemy za gościnę)! Podsumowując: nasza niedziela trwała 24 godziny!

Dzień 2 – NOWY JORK NA DOBRY POCZĄTEK

Nowy Jork przywitał nas mega szalonym tempem, mieszanką ludzi i ogromną ich ilością! My spokojnie jak to w Krakowie wędrowaliśmy kolejnymi dzielnicami i oglądaliśmy się na prawo i lewo, żeby niczego nie pominąć 🙂 Była Statua Wolności, miejsce po wieżowcach World Trade Center, High Line Park, Chinatown, Wall Street, rozświetlony Time Square. No a żeby nie paść z głodu jak najbardziej amerykański burger!

Dzień 3 – SPOKÓJ W STOLICY

Na sen nie było za wiele czasu, bo już o 3 rano zrobiliśmy sobie pobudkę, żeby o 5 wystartować autobusem z dworca w Nowym Jorku do stolicy kraju. Waszyngton na potęgę cichy i spokojny. Aż dziwna taka odmiana po pędzącym i szalonym Nowym Jorku. Tutaj jakby czas płynął sobie spokojnie, nigdzie się nie spiesząc. Pokonaliśmy całą masę kilometrów, żeby obejrzeć jak najwięcej miejsc znanych nam tylko z telewizji. Niestety nie spotkaliśmy ani  Baraka ani Michele, ale z daleka widzieliśmy światło w oknie Białego Domu 🙂

Dzień 4 – BIEGIEM NA BROADWAY

Szalony nowojorski dzień od świtu aż do samej nocy! Tym razem nasze tempo zwiedzania zdecydowanie dorównywało pędzącym Nowojorczykom. Biegaliśmy od miejsca do miejsca, żeby jak najwięcej zobaczyć! Widok z Rockefeller Center zachwycił nas na tyle, że nasze karty sd i smartfony są pełne ujęć Central Parku i Empire State Building. W przerwie między kolejnymi atrakcjami, które pojawiały się co chwilę, udało nam się spałaszować hod doga z jednego z ulicznych wózków na ławce w Central Parku.

Wisienką na torcie był spektakl na Broadwayu! To było moje marzenie odkąd pamiętam, które po latach się spełniło! Obejrzeliśmy zupełną klasykę gatunku- Król Lew! Ehh.. niezapomniane i cudowne wrażenia! Wszyscy jednogłośnie stwierdziliśmy, że to zdecydowanie najlepszy spektakl ever!

 

CZĘŚĆ 2 – CZAS NA ZACHÓD

Dzień 5 – ZIMNO NAM

Dziś 11 września.. przed 9 jesteśmy na lotnisku i żegnamy Nowy Jork minutą ciszy. Właśnie mija 13 lat od ataków terrorystycznych w Nowym Jorku.

Mimo różnicy czasu loty Nowy Jork-Denver-Salt Lake City mijają nam całkiem szybko. Po wylądowaniu, zapakowani w rodzinnego minivana zaczynamy drugi etap naszej podróży! Późnym wieczorem docieramy na camping w pobliżu Parku Narodowego Yellowstone. Rozbijamy namiot, ubieramy na siebie co mamy i kładziemy się spać. Temperatura w nocy spada do ok  -8 stopni C i w namiocie wytrzymujemy tylko jakieś 2 godziny Przemarznięci, za radą pana strażnika przenosimy się do campingowej pralni i tam, na naszych materacach, udaje nam się przespać do świtu.

Dzień 6 – MARZENIE O YELLOWSTONE

O 7 jestesmy już na nogach, gotowi na dalsze wrażenia. Na zewnątrz szron i nadal minusowa temperatura.  Rozgrzewający prysznic i kawka w nagrzanym samochodzie dodają sił. Czas ruszyć więc na podbój Yellowstone!  Dzień mija nam na spacerach w urzekającej scenerii, kolejnych fotograficznych ujęciach i niekończących się zachwytach. Widoki jednogłośnie uznajemy za najlepsze jakie do tej pory widzieliśmy! Zamiast Misia Yogi i Bubu spotykamy stado bizonów! Na noc udaje nam sie wynająć ogrzewaną kabinę na campingu więc minusowa temperatura już nam nie straszna.

Dzień 7- KOLOROWY ZAWRÓT GŁOWY

Drugi dzień w Yellowstone to kolejna dawka niesamowitych krajobrazów, buchających gejzerów i gorących źródeł o niespotykanych barwach! Niestety opisywane w przewodnikach dzikie zwierzęta gdzieś się pochowały i ślad po nich zaginął. Park Narodowy Grand Teton swoimi krajobrazami umilał nam drogę na nasz pierwszy nocleg w amerykańskim motelu w Idaho Falls.

Dzień 8 – ŻEBERKA W NAJLEPSZYM STYLU

Z samego rana po motelowym śniadaniu, pakujemy samochód i ruszamy dalej! Do pokonania ponad 450 mil-z Idaho falls do Moab. Po drodze zatrzymujemy się w Utah Olympic Park- kompleksie olimpijskim obok Salt Lake City. Ku naszemu zaskoczeniu miejsce tętni życiem i ma się całkiem nieźle.

Niesamowite kolory obserwujemy przy zachodzie słońca w jednym ze skalnych parków w stanie Utah-  Arches National Park. Wieczór spędzamy w lokalnym barze w Moab zajadając się amerykańskimi żeberkami w sosie barbecue. Kolejny punkt na liście “to do” zaliczony!

Dzień 9 – OFFROAD TIME

Na jeden dzień zamieniamy naszego rodzinnego Chryslera na Jeepa! Offroadowe trasy, zapierające dech skalne krajobrazy parków Canyonlands i Arches, my i zielony jeep – czego chcieć więcej! Po dużej dawce wrażeń i emocji  przesiadamy się z powrotem do białego minivana, robimy pranie, jak prawdziwi Amerykanie, w  samoobsługowej pralni i ruszamy dalej. Przed nami trasa z Moab do Torrey.

Dzień 10 – GÓRSKIE KLIMATY

Śniadanie w motelu, kanapki z Subwaya na drogę i już przed 8 mkniemy widokowa autostradą nr 12. Gdzie nie spojrzymy tam stada krów – często przy samej drodze. Pierwszy park  na naszej trasie to Park Narodowy Bryce Canyon którego znakami rozpoznawczymi są kolorowe skały i pieski preriowe! Zaliczamy mały trekking pośród skał, a pozostałe widoki obserwujemy z przygotowanych punktów widokowych.

Następnie odwiedzamy park narodowy Zion, trochę pomijany w przewodnikach, okazuje się fantastyczny do wędrówek i o dziwo niedostępny dla prywatnych samochodów, co jest dość niespodziewane w amerykańskim stylu zwiedzania. Auto zostawiamy więc na parkingu i oglądamy monumentalne skały z okien autobusu. Na wędrówki mamy niestety za mało czasu bo nocleg już w kolejnym stanie – w Arizonie.

Dzień 11- WIELKI KANION I WIELKI STEK

Znów zmieniamy strefę czasowa i okazuje się, że mamy godzinę snu gratis. Od rana same atrakcje: Kanion Antylopy, Horseshoe Bend, Wielki Kanion to naprawdę niezłe nagromadzenie wrażeń jak na jeden dzień!

Plan napięty, więc Wielki Kanion podziwiamy jedynie od strony południowej i to na sposób amerykański, czyli wszędzie podjeżdżając autem i zaliczając kolejne punkty widokowe. Na wędrówkę w głąb kanionu przyjedziemy innym razem! Po zmroku docieramy do Flagstaff i meldujemy się w motelu, tuż przy Route 66. Amerykański wieczór spędzamy w miejscowym barze zajadając się stekami i słuchając występów śpiewających kelnerów. Aż ciężko uwierzyć, że trafiliśmy tam na szybko przeglądając internet w poszukiwaniu czegokolwiek do zjedzenia.

Dzień 12- ŚWIATŁA LAS VEGAS

Dzisiaj szalejemy i śpimy aż do 7 🙂 Do pokonania mamy trasę z Flagstaff do Las Vegas. Z głównej autostrady zjeżdżamy na historyczna route 66! Nasze wyobrażenia trochę mijają się z rzeczywistością. Tylko w jednym miejscu na trasie oglądamy stare auta, znaki i pozostałości z czasów świetności.

Po drodze oglądamy jeszcze Tamę Hoovera i o 16 meldujemy się na lotnisku w Las Vegas i oddajemy naszego białego rodzinnego miniwana. Na dalsza część podróży zmieniamy auto – tak było taniej. Na szczęście po drobnej dopłacie dostajemy ten sam model -tylko czarny. Już nie wyobrażamy sobie, żebyśmy mogli kontynuować naszą podróż innym autem. Cali szczęśliwi ruszamy dalej!

Dzisiejszy nocleg dosyć nietypowo – w hotelu Stratosphere i to z najwyższą wieżą widokową w Las Vegas. Kasyna, luksusowe hotele i wszechobecny kicz mieszają się z dużą ilością bezdomnych oraz upałem. W grach w kasynie zostawiamy po kilka dolarów, ale to nie nasz żywioł i szybko rezygnujemy. Na koniec naszego nocnego Las Vegas podziwiamy rozświetlone ulice z wieży Stratosphere i zmęczeni tym miastem padamy do spania.

Dzień 13- OPERA NIE Z TEJ ZIEMI

Na dobry początek dnia amerykańskie śniadanie: pancakes z syropem klonowym, masłem i wielką dolewką kawy 🙂 Kolejny punkt na kulinarnej liście odhaczony. Jeszcze tylko zdjęcie przy znaku ” Las Vegas” i opuszczamy „miasto grzechu”- tęsknić nie będziemy i raczej szybko tu nie wrócimy.

Dolina Śmierci to kolejny przystanek na naszej trasie. Temperatura dochodzi do 41 stopni C., czapki na głowach, galony wody w zapasie – pełne przygotowanie! W zamian dostajemy genialne widoki i stajemy w jednym z najniższych punktów na ziemi!

 Na chwile oddechu zatrzymujemy się w oazie palm daktylowych – Furnance Creek i ku naszemu zaskoczeniu spotykamy ekipę filmową z Gerardem Depardieu. Ciekawe jaki film kręcą w środku pustyni…

Nocujemy w najdziwniejszym miejscu ever: budynek dawnej opery na totalnym pustkowiu-niesamowity klimat i niesamowita historia związana z tym miejscem. Warto zapoznać się z historią Marty Becket i jej Operą w Amargossie.

Dzień 14 – JEZIORO KTÓREGO NIE MA

Drugi dzień w Dolinie Śmierci. Jest zdecydowanie chłodniej bo temp dochodzi dziś do ok 35 stopni C, a słońca jakby mniej… Oglądamy pustynny krajobraz wydm, krater i zamek w środku pustyni.

Dolinę śmierci pozostawiamy w deszczu i pokonujemy długą trasę na pograniczu Nevady i Kalifornii aż do jeziora Mono.

Zaliczamy spacer południowym brzegiem jeziora i w miarę wcześnie udaje nam się dotrzeć na nasz dzisiejszy nocleg. Śpimy w przyczepie campingowej nad jeziorem którego nie ma! Susza w kalifornii trwająca już od 3 lat doprowadziła do praktycznie całkowitego  wyschnięcia jeziora. Wieczór spędzamy całkiem wakacyjnie przy piwku i filmie 🙂

Dzień 15 – YOSEMITE PARK

Good morning America! – poranna kawka z telewizją śniadaniową! Jako pierwsi turyści wjeżdżamy do Bodie State Park: miasta-widma opuszczonego ok 1932 r. i  pozostawionego w stanie trwałego zniszczenia.

Główna atrakcja dnia jednak dopiero przed nami – Park Narodowy Yosemite. Przyroda i krajobrazy zachwycają! Z okien samochodu i z punktów widokowych podziwiamy subalpejskie łąki, lasy, jeziora i dolinę Yosemite. Park Narodowy ma niesamowity potencjał wypraw trekkingowych. Jeden dzień to jednak zdecydowanie za mało i udaje nam się jedynie zaliczyć krótką przechadzkę do podstawy największego wodospadu w Ameryce Północnej.. niestety o tej porze roku wyschniętego. Przed zmrokiem oglądamy jeszcze las Sekwoi, a wśród nich Grizzly Giant okaz liczący 2700 lat i 29 m w obwodzie! k 23 docieramy na nocleg w kolejnym amerykańskim motelu, tym razem w miejscowości Oakdale.

 

Dzień 16- PRZYTULNE SAN FRANCISCO

Na śniadanie omlet z wielką dolewką kawy w barze. Jesteśmy już mądrzejsi i bierzemy jedną porcję na parę 🙂 W porannych korkach wjeżdżamy mostem Bay Bridge do San Francisco! Od początku jesteśmy zachwyceni atmosferą tego miasta: strome uliczki, parki, nabrzeże ze skrzeczącymi uchatkami, przemykające ulicami cable cars. Mimo, że zwiedzanie San Francisco w przewodniku rozpisano na tydzień to w jeden udaje nam się zobaczyć całkiem dużo.  Zaliczamy rejs statkiem pod Golden Gate i Alcatraz, zajadamy się przepysznym sernikiem z cheesecake factory, spacerujemy po Golden Gate, a nawet oglądamy domy Painted Ladies z serialu „Pełna chata”! Dzień mija szybko i intensywnie, ale mimo wielkiego miasta bardzo przyjemnie:)

Dzień 17 – GEEK DAY

Geek day- wyczekiwany szczególnie przez męską część ekipy dzień w Dolinie Krzemowej!

Zaczynamy w Palo Alto na Uniwersytecie Stanforda. Kampus powoli zapełnia się studentami śmigajacymi na rowerach. Rok akademicki chyba jednak dopiero się zaczyna, bo przez uchylone drzwi obserwujemy fragment wykładu organizacyjnego.

Kolejny punkt programu to muzeum historii komputerów – podchodzimy kupić bilety i niemiła niespodzianka: muzeum jest nieczynne w pon i wt a dziś wtorek.. Przedpołudnie spędzamy więc w startupowej atmosferze doliny krzemowej! Odwiedzamy siedzibę Apple i garaż gdzie firma stawiała swoje pierwsze kroki. Kolejna wielka firma w okolicy to Google z siedzibą w  Mountain View. Spotykamy się tam z Asią, która pracuje w krakowskim Googlu. Na tydzień przyleciała popracować do Kalifornii i będzie naszym przewodnikiem po firmie.  Dostajemy identyfikatory i wchodzimy w te miejsca gdzie człowiek z ulicy wejść nie może! Udaje nam się nawet załapać na lunch i przejażdżkę na googlowych kolorowych rowerach! Na koniec szybka wizyta w gift shopie, pamiątkowe zdjęcia i ruszamy dalej.

Za namową Asi po drodze do Monterey zatrzymujemy się jeszcze w Santa Cruz nad samym oceanem. Wesołe miasteczko z poprzedniej epoki robi niesamowite wrażenie-szkoda że docieramy już po zamknięciu. Aaa i jeszcze moczymy stopy w mega zimnym oceanie!!

Dzień 18- PODWODNE ŻYCIE

W Monterey główną atrakcją jest akwarium! Docieramy tam tuż po otwarciu i spędzamy ponad 2 godz w wodnym świecie! Ponad 300 tys zwierząt i 600 gatunków roślin robi niesamowite wrażenie.

Pozostała część dnia nad oceanem. Na plażowanie nie ma ani odpowiedniej temperatury ani wystarczającej ilości czasu, więc napawamy się widokami zza szyby samochodu. Mkniemy widokową autostradą nr 1 wzdłuż wybrzeża przez region zwany Big Sur. Co jakiś czas przystanek na piękny widoczek, spacer lub moczenie stóp w oceanie 🙂 Nocleg niedaleko oceanu, ale od Los Angeles dzieli nas jeszcze ok 3 godz.

Dzień 19- BAJKOWY ŚWIAT

Universal Studio Hollywood – park rozrywki oraz wizyta w studiu filmowym! Wyruszamy o świcie, i zaraz po 10 jesteśmy na miejscu, razem z milionem innych ludzi… Kolejki do parkingu, kas i do wejścia ogromne – a to przecież nie weekend! Za bramą witają nas postaci z bajek i filmów- jest Scooby Doo, Hrabia Dracula, Minionki, a nawet Shrek z Fioną i Osłem 🙂 Dosłownie biegamy po parku żeby nie tracić czasu i zaliczyć każdą atrakcję! Są symulatory 3d, wodne zjazdy, rollercoastery i inne atrakcje. Wszystko w klimacie filmów i bajek Universal Studio! Przed 19 wszyscy wychodzimy zachwyceni i… mega głodni – na jedzenie też szkoda nam było czasu :p Dopadamy pierwszego Mcdonalda i najadamy się wszyscy do syta za 15 $ – super promocja 🙂  Wrażeń na jeden dzień masa!

Dzień 20- HOLLYWOOD I BASEBALL

Korki w Los Angeles wszędzie i o każdej porze! Odległości są duże, więc mimo wszystko po mieście przemieszczamy się autem. Na dobry początek zdjęcie ze znakiem Hollywood w tle i spacer po plaży w Santa Monica, w miejscu gdzie rozgrywałą się akcja Słonecznego Patrolu! W Beverly Hills, ani w Hollywood nie udało nam się spotkać żadnej gwiazdy – oczywiście oprócz tych na Walk of Fame.

Wieczór spędzamy na meczu baseballa razem z ponad 40 000 fanami Dogersow! Przez pierwszą część meczu kibice powoli zapełniają stadion i pożerają kolejne porcje frytek, nachosów i hot dogów. My powoli łapiemy o co chodzi w tym całym baseballu i bacznie obserwujemy co się dzieje na boisku! Mecz trwa 3 godziny, a na koniec wyczekiwany przez wszystkich genialny pokaz sztucznych ogni-to się nazywa rozmach!!!

Dzień 21 i 22- GOOD BYE AMERICA

Ostatni poranek w USA – czas spakować walizki!

Przedpołudnie spędzamy spacerując po Los Angeles.. wokoło cała masa bezdomnych i dziwnych ludzi. Miasto robi na nas zdecydowanie złe wrażenie i na pewno za nim nie zatęsknimy.

Czas żegnać się z USA…Oddajemy samochód i o 15:50 startujemy samolotem A380 z lotniska w Los Angeles. Filmy, przekąski, drzemki, gry i po 10 godz lądujemy na Heathrow w Londynie. W Los Angeles to ok 2 w nocy z sb/niedz a w Londynie już ok 10 rano w niedzielę. 4 godz na lotnisku i startujemy. Kolejna zmiana czasu i o 17:30 lądujemy na Okęciu!  Welcome home!

Trzy tygodnie genialnego urlopu za nami, wrażeń i zdjęć cała masa! Stany Zjednoczone zrobiły na nas wielkie wrażenie i jesteśmy zachwyceni tym krajem! Na pewno jeszcze kiedyś tam wrócimy-w końcu w paszporcie wiza na 10 lat ! 🙂

 

A tutaj filmik, który powstał dzięki Rafałowi, a przedstawia naszą 3 tygodniową podróż do USA w 3 minuty!