Styczeń to dobry moment na podsumowania. Kiedy sami spisaliśmy to, co przytrafiło się nam przez ostatnie 12 miesięcy, mocno zaskoczyło nas to, ile tego było! Zanim przystąpiliśmy do sporządzania listy, wcale nie wydawało się, że mieliśmy tak aktywny rok. Z perspektywy czasu, pewne sprawy się zacierają, ale jak zebraliśmy się je w jednym miejscu i spojrzeliśmy z dystansu, to okazało się, że mieliśmy całkiem sporo przygód. Z resztą zobaczcie sami…

Styczeń

Tym razem, wyjątkowo rok nie rozpoczął się dla nas od postanowienia powrotu do formy. Od dłuższego czasu sporo się ruszaliśmy, a ja byłem już w trakcie przygotowań do maratonu. Motywacja była wysoka i nie opuszczaliśmy treningów, mimo średnio sprzyjających warunków pogodowych. Mieliśmy trochę postanowień noworocznych, ale o nich przeczytacie nieco dalej.

Oprócz mojego startu w maratonie obydwoje planowaliśmy pierwsze biegi górskie, do których wprawki rozpoczęliśmy już w styczniu, wybierając się na wycieczkę biegową na Lubomir.

Luty

W lutym zaliczyliśmy pierwszy biegowy start. Tradycyjnie wzięliśmy udział w biegu walentynkowym, który w Krakowie organizuje ITMBW. Tym razem było wyjątkowo fajnie, bo do wspólnego biegania przyłączyli się nasi dobrzy przyjaciele!

Wybraliśmy się też na 2 górskie przebieżki. Do obu zmobilizowała nas ochota na żurek, który jak wiadomo najlepiej smakuje w górach 🙂 Tym razem padło na Turbacz i Leskowiec, a musicie wiedzieć, że żurek na Leskowcu jest wyśmienity. Warto było trochę się pomęczyć!

Luty to też sporo dłuższych, zimnych wybiegań czyli ciąg dalszy budowania maratońskiej formy zarówno fizycznej jak i psychicznej.

Marzec

W marcu pobiegliśmy w krakowskim półmaratonie Marzanny. Było bardzo fajnie, choć zimno dawało się we znaki, a wiatr zdmuchiwał z trasy. W tym miesiącu przebiegłem też swoje pierwsze 30 km i w głowie pojawiło się światełko nadziei, że może ten maraton jest jednak w zakresie możliwości.

 

Nie zapomnieliśmy oczywiście o górach. Tym razem odwiedziliśmy najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – Skrzyczne.

Byliśmy też na wyjeździe w Wierchomli, gdzie trochę pobiegaliśmy i pobiesiadowaliśmy z rodzinką. Przytrafił się też mniej sympatyczny epizod, bo z Wierchomli nasz samochód musiał wracać na lawecie. Na szczęście okazało się, że to nic poważnego, ale kolejne doświadczenie zaliczone 😉

Do aktywności biegowych na zewnątrz dołożyliśmy też zajęcia uzupełniające na siłowni. Dość szybko zauważyliśmy, że przysiady ze sztangą fajnie przekładają się na siłę w nogach podczas podbiegów. Mocno polecamy!

Kwiecień

W kwietniu naprawdę sporo się działo. Zaczęliśmy od obchodzenia moich urodzin na Pilsku (jak się starzeć, to tylko w górach i w gronie przyjaciół), a potem było dużo biegania.

W kwietniu przypadła inauguracja Pereł Małopolski i nasze pierwsze, górskie starty (Paulinka na dystansie krótkim, a ja na średnim). Zaliczyliśmy też drugi bieg z cyklu organizowanego przez ITMBW, czyli 10 km w Biegu na Bagry. Potem były nasze maratońskie debiuty.

Paulinka wystartowała w minimaratonie, czyli biegu na 4,2 km gdzie udało się jej wykręcić super czas i zająć 4 miejsce wśród kobiet w swojej kategorii wiekowej. Dla mnie, było to zwieńczenie długich przygotowań i debiut na królewskim dystansie. Okazało się, że 42 km to jednak strasznie daleko 🙂
Całe przygotowania i zdecydowana większość długich wybiegań przypadła na zimne, zimowe dni. W dzień maratonu przygrzało jednak słońce i było ok 25 stopni co mocno dało mi się to we znaki. Niestety nie udało się złamać 4h, ale plan minimum został wykonany i na mecie pojawiłem się po 4h i 27 minutach.

Czas po maratonie to nadrabianie spalonych podczas biegu kalorii i regeneracja. Na własnej skórze przekonałem się, że 42 km biegu to dla organizmu (szczególnie tak początkującego jak mój) naprawdę spory wysiłek. Podczas kwietniowej wycieczki na Babią Górę szybko musiałem zrezygnować z tempa, do którego jestem w górach przyzwyczajony i pokornie zająć miejsce w kolejce turystów. Finalnie, do pełni sił dochodziłem kilka tygodni.

Maj

W tym roku majówkę po raz pierwszy obchodziliśmy jako działkowcy. Kiedy nadarzyła się niespodziewana okazja, bez dłuższego zastanowienia zostaliśmy posiadaczami Rodzinnego Ogródka Działkowego w podkrakowskim Zabierzowie. Za sobą mamy już pierwsze ogrodowe porządki i grillowanie. Powoli szykujemy się do nowego sezonu.

Kolejną majową nowością był dla nas mecz żużlowy, na który wybraliśmy się do Tarnowa. Fajne emocje, które mamy nadzieję jeszcze kiedyś powtórzyć.

Nie mogło zabraknąć biegania. Do dziś wspominamy upalną edycję Pereł Małopolski w Szczawnicy i kojący chłód zimnej wody w Dunajcu po biegu.

Udało się nam też trochę popodróżować. Wybraliśmy się na super, chillowy weekend do Gdańska, gdzie degustowaliśmy menu fajnych knajpek, popijaliśmy dobrą kawkę na molo w Orłowie i wcinaliśmy genialne desery w Umam, które dodawały sił na spacery po pięknym Starym Mieście.

Gdańsk to nie był nasz jedyny wypad w maju. Można powiedzieć, że była to rozgrzewka, bo na przełomie maja i czerwca polecieliśmy do Szwajcarii na przepiękną przygodę w ekspresie lodowcowym. Widoki na trasie były naprawdę fenomenalne. Powoli kończymy pisać post na bloga o tej wyprawie i mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli podzielić się z Wami naszymi zdjęciami i wspomnieniami.

Czerwiec

Wypad do Szwajcarii na przełomie maja i czerwca był dobrym zwiastunem naszych czerwcowych wyjazdów. Jak się okazało, chyba żadnego z czerwcowych weekendów nie spędziliśmy w domu.

W ciągu czterech tygodni zwiedziliśmy całkiem spory kawałek Polski:

Po długiej przerwie, przez kilka dni żeglowaliśmy na mazurskich jeziorach i przypomnieliśmy sobie jak bardzo to lubimy i jak bardzo tęskniliśmy. Klimat Mazur jest niepowtarzalny i zdecydowanie ma “to coś”.

Wybraliśmy się też do Krynicy na rekonesans trasy pierwszego półmaratonu górskiego, w którym planowaliśmy wystartować za kilka tygodni.

Potem był Gródek nad Dunajcem czyli Summer Run, który mocno dał nam się we znaki i okazał dobrym treningiem pod biegi górskie, bo podbiegów tam nie brakowało!

Na koniec intensywnego miesiąca postanowiliśmy rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady, gdzie trochę spacerowaliśmy, sporo jedliśmy i staraliśmy się ładować baterie w gronie przyjaciół i żubrów.

Lipiec

Lipiec zaczęliśmy od świetnej wycieczki w Tatry. Trasa na Starobociański Wierch, do której inspirację znaleźliśmy w przewodniku biegowym Natalii Tomasiak i Marcina Świerca dała nam idealny mix wysiłku, zmęczenia, pięknych widoków i odpoczynku psychicznego. Polecamy każdemu, tym bardziej, że na trasie nie ma tak dużo turystów.


W lipcu powróciliśmy do przebieżek górskich i odwiedziliśmy nasze znajome szlaki na Leskowiec i Lubomir. Zabraliśmy się też trochę mocniej za ćwiczenia na siłowni żeby wzmocnić się przed zbliżającym się półmaratonem i ambitnymi planami na wakacje, które niedługo mieliśmy zacząć.

Zanim jednak wyruszyliśmy na urlop właściwy, pojechaliśmy do Rumunii na wycieczkę na Moldevanou – najwyższy szczyt w Fogaraszach i najwyższy szczyt Rumunii. Kolejny szczyt z Korony Europy zdobyty. Widoki były przepiękne, klimat niesamowity, a trekking mocno wymagający. Było fantastycznie, a o Moldevanou na pewno powstanie osobny wpis. Zanim to jednak nastąpi zobaczcie jak było pięknie:

Sierpień

Praktycznie cały sierpień spędziliśmy tak, jak oboje od jakiegoś czasu marzyliśmy. Ciągnęło nas w góry na dłużej, mieliśmy ochotę wędrować z plecakami od schroniska do schroniska i nie schodzić ze szlaku. Plan udało się nam zrealizować w 100% podczas liczącej ok 500 km wędrówki Głównym Szlakiem Beskidzkim. Marsz zajął nam 18 dni, mocno nas wymęczył, ale dostarczył mega dużo wrażeń i satysfakcji. O przygodach na GSB i łączeniu kropek od Wołosatego w Bieszczadach do Ustronia w Beskidzie Śląskim też musimy napisać Wam osobny wpis!

Po powrocie ze szlaku, odczuwaliśmy delikatny przesyt wędrówek, więc zamiast w góry wybraliśmy się do Zakopanego na Spotkanie z Filmem Górskim, gdzie inspirowaliśmy się opowieściamy himalaistów i podróżników. Bardzo fajna impreza, na którą mam nadzieję uda się nam również dotrzeć w tym roku.

Wrzesień

We wrześniu kontynuowaliśmy spotkania z podróżnikami, tym razem podczas naszego ulubionego Festiwalu Górskiego w Lądku Zdroju. Podczas tej edycji, oprócz słuchania prelekcji wybraliśmy się również na treningowy, górski bieg nocny z Natalią Tomasiak, Piotrem Hercogiem i Bartkiem Gorczycą.

Wrzesień to dla nas zdecydowanie miesiąc festiwali. Właśnie wtedy odbywa się też ogromne święto biegaczy w Krynicy. Na festiwalu biegowym pojawiliśmy się drugi raz z rzędu i to właśnie w Krynicy mieliśmy przebiec swój pierwszy półmaraton górski. Pomimo, że byliśmy dość aktywni, to przez ostatnie tygodnie skupiliśmy się bardziej na wędrowaniu po górach niż bieganiu po nich i forma biegowa pozostawiała wiele do życzenia.

Dodatkowym smaczkiem było to, że podczas zapisów na biegi w Krynicy (kilka miesięcy wcześniej), przepełnieni optymizmem, oprócz półmaratonu w górach zarejestrowaliśmy się też na Życiową dyszkę po asfalcie, która swój start miała dzień wcześniej. Nogi odzwyczajone od biegania, po przebiegnięciu 10 km postanowiły się zbuntować i mięśnie mocno się zakwasiły. Kiedy następnego ranka wstałem żeby zacząć się przygotowywać do wyczekiwanego półmaratonu w górach wiedziałem, że będzie ciężko. No i było 😉

Sam bieg nie poszedł tak źle. Pobiegliśmy na luzie, nie mieliśmy praktycznie żadnych założeń i oczekiwań. Finalnie udało się zameldować na mecie w czasie krótszym niż 3h. Najgorsze było jednak przed nami, bo zakwasy z dyszki po asfalcie, skumulowały się z tymi z półmaratonu i przez kilka dni chodziłem jak na szczudłach 😀

Wrzesień okazał się dość intensywnym biegowo miesiącem, bo pomimo braku regularnych treningów, udało się wystartować w kolejnej edycji Pereł Małopolski – tym razem w Kościelisku i zaliczyć Bieg 3 Kopców w Krakowie.

Październik

Intensywny biegowo wrzesień na szczęście przełożył się na formę i podczas krakowskiego półmaratonu, Paulince udało się wybiegać założony cel i złamać 2h!

Po połówce w Krakowie pojechaliśmy jeszcze do Rabki na ostatni z cyklu biegów Pereł Małopolski. Ze wszystkich startów ominęliśmy dwa, więc nie udało się zdobyć wszystkich medali. Pomimo absencji podczas dwóch biegów, Paulinka zajęła 3 miejsce w klasyfikacji generalnej wśród kobiet w swojej kategorii wiekowej na dystansie krótkim. Duma i gratulacje!

Listopad

W listopadzie kończymy zazwyczaj sezon Biegiem Niepodległości. Tak było też w tym roku. Tym razem zdecydowaliśmy się na kameralny bieg w podkrakowskim Białym Kościele (piękne dolinki i super tereny do biegania. Postanowienie na 2019: eksploracja podkrakowskich dolinek i mniej oczywistych terenów do biegania). Niestety Paulinka ze względu na kontuzję musiała odpuścić start w biegu.

W tym miesiącu zaczęliśmy remont mieszkania, więc mieliśmy trochę mniej czasu, ale staraliśmy się nie zapominać o aktywności i w każdej wolnej chwili gdzieś się ruszyć. Chyba aż tak bardzo się nie zastaliśmy.

Oprócz odkrywania nowych miejsc i smaków w najbliższej okolicy, nie zabrakło też górskich wędrówek. Łapiąc ostatnie promienie jesiennego słońca pojechaliśmy na Kudłoń i wybraliśmy się do Schroniska Dobrych Myśli na relaks przy dobrym kubku kawy.

Paulina z koleżankami załapała się jeszcze na weekendowy “babski wypad” do Mediolanu, a ja w tym czasie zrobiłem sobie wycieczkę biegową na Turbacz.

 

Grudzień

Grudzień w dużej części minął nam na ogarnianiu tematów związanych z remontem. Szukając oszczędności czasu gdzie się da, zdecydowaliśmy się na przetestowanie diety pudełkowej, więc przez 3 tygodnie, w ogóle nie musieliśmy myśleć o zakupach i gotowaniu. O tym eksperymencie też opowiemy w osobnym wpisie.

Na szczęście, pomimo intensywnego czasu, wyrwaliśmy się na tradycyjny, mikołajkowy wypad do Zakopanego. W stolicy Tatr, w okolicach 6 grudnia meldujemy się regularnie od 9 lat i zawsze oboje wyczekujemy tego wyjazdu.

Końcówka roku upłynęła nam też na podsumowaniach i planowaniu kolejnych miesięcy. Mamy sporo wniosków i pomysłów, jak sprawić, żeby kolejny rok był przynajmniej tak udany jak 2018.

Mamy nadzieję, że znowu uda się sporo podróżować i być aktywnym. Co do aktywności, to zdecydowaliśmy się zrobić sobie przerwę od biegów asfaltowych i skupić się na bieganiu po górach, co póki co sprawia nam coraz większą frajdę. Na pewno planujemy też bardzo zredukować ilość startów w różnych biegach. W 2018 trochę się tym zachłysnęliśmy i z czasem starty przestały nas ekscytować i motywować, a traktowaliśmy je czysto treningowo. W tym roku chcielibyśmy, żeby straty w biegach były czymś, co będzie dla nas zwieńczeniem treningu i momentem na który czeka się z ekscytacją.

Marzy się nam również dołożenie kilku punktów do Korony Europy, ale na pewno nie zapomnimy o naszych ulubionych Beskidach i Tatrach.

2018 był również rokiem dobrej współpracy z naszymi Partnerami. Dziękujemy Maloce, PowerCanvas i Chicksom za wspólne przygody i zapraszamy na więcej w 2019 roku!

Wracając do postanowień noworocznych, o których wspominałem na samym początku, to niestety nie wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami. Bez wątpienia naszą największą wpadką był blog, na którym udało się opublikować zdecydowanie za mało wpisów. Oby w 2019 udało się poprawić!

Plany na 2019

Oboje z Pauliną lubimy wyczekiwać na fajne rzeczy, których oboje chcemy doświadczać, dlatego też staramy się sporo rzeczy planować z wyprzedzeniem. Nie będziemy zdradzać wszystkich szczegółów, ale odkryjemy kilka kart, mając nadzieję, że będzie to dla nas dodatkowa motywacja do działania 🙂

Polubiliśmy się z Crossfit Lea. Staramy się utrzymać minimum 3 treningi w tygodniu, choć zachłyśnięci noworoczną energią na treningach jesteśmy 4-5 razy w tygodniu, a w weekendy staramy się przyspieszać regenerację w saunie i na basenie.

Podróże w 2019

Mamy nadzieję, że już w lutym uda się nam dopisać kolejny szczyt do listy Korony Europy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to Walentynki będziemy świętować na najwyższym szczycie Hiszpanii! Oprócz najwyższego szczytu mamy też nadzieję na trochę słońca i nieco wyższe temperatury niż Polsce…

Po pierwszych doświadczeniach jako kibice w sportach motorowych, mamy ochotę na więcej i planujemy wyjazd na kolejny tor. Tym razem nie będzie to żużel i motocykle ale zapowiada się równie ekscytująco. Przy okazji tego wyjazdu jest spora szansa na kolejny szczyt z Korony Europy. Ciekawi jesteśmy czy po tej podpowiedzi wiecie już gdzie chcemy pojechać?

Po cichu liczymy na odwiedzenie jeszczu 5 krajów i zdobycie kilku pięknych szczytów, ale póki co nie zapeszajmy. Stopniowo będziemy informować Was o naszych planach.

Tak jak wspominałem, planujemy zredukować ilość startów w różnych biegach. Póki co zapisaliśmy się na 2 biegi:

  • Kwiecień: Bieg 20 km w Szczawnicy Chyża Durbaszka: http://biegiwszczawnicy.pl/pl/trasy/chyza-durbaszka/
  • Wrzesień: Bieg 7 Dolin 34 km: http://www.festiwalbiegowy.pl/festiwal-biegowy/bieg-7-dolin-34-km-1#.XCuBCc9KjOR
  • Po głowie chodzi nam jeszcze Etapowa Triada: https://etapowatriada.pl/triada-tct/ – ale tu decyzja jeszcze nie zapadła.

Może ktoś z Was poleci nam jakieś fajne biegi górskie dla początkujących? Chętnie poczytamy Wasze rekomendacje zarówno z PL jak i Europy.

Z podsumowania roku, który na pierwszy rzut wydawał się nam dość spokojny wyszedł wpis na prawie 2500 słów. Dzięki wszystkim, którzy dobrnęli aż do tego momentu 🙂 Bardzo polecam taką formę podsumowywania roku i planowania kolejnych miesięcy, bo daje to naprawdę ciekawą perspektywę. Pozwala wiele przygód przeżyć jeszcze raz no i chroni przed tym, żeby wspomnienia się zacierały.

Wspaniałego roku nam wszystkim!