Pierwsza Mikrowyprawa

Mikrowyprawy to koncept zaproponowany przez podróżnika Alastaira Humphreysa, o którym przeczytaliśmy w artykule: “Mikrowyprawy – jedz pod chmurką, patrz w gwiazdy, wykąp się w rzece

Pomysł zainspirował nas tym bardziej, że sami, choć nieświadomie, od kilku lat wybieramy się na krótsze i dłuższe wycieczki, które idealnie pasują do Mikrowypraw.

Weekendowy wyjazd w Tatry staje się tym samym naszą pierwszą, oficjalną Mikrowyprawą i nowym cyklem na blogu.

Jak chodzić po Tatrach, bez tłumów turystów

Do tej pory nie jeździliśmy w Tatry zbyt często. Weszliśmy na Rysy przy okazji zdobywania Korony Gór Polski, podziwialiśmy dywany krokusów w Dolinie Chochołowskiej, zdobyliśmy kilka mniejszych szczytów i zaliczyliśmy większość dolinek.

Tatry nie były naszym pierwszym wyborem z dwóch powodów: z naszej krakowskiej bazy wypadowej bliżej mamy w Beskidy, które zresztą oboje uwielbiamy, a Tatry kojarzyły się nam nie tylko z pięknymi widokami, ale także z wielkimi… tłumami turystów. Pomimo tego, że jesteśmy dość towarzyscy, zbytni tłok na szlaku skutecznie zniechęcał nas przed wyprawami w nasze najwyższe góry.

Ponieważ w tym roku postanowiliśmy się przełamać i mocniej spenetrować tatrzańskie szlaki,  wymyśliliśmy, że najlepszym sposobem na zakorkowane szlaki będzie rozpoczęcie wędrówki przed wszystkimi. Wystarczy wstać wcześniej niż inni by przynajmniej przez kilka godzin  cieszyć się zapierającymi dech w piersiach widokami w samotności.

Mikrowyprawy Czerwone Wierchy

Też nie wiem, jak to się stało, że nie wpadliśmy na to wcześniej 🙂

Z naszych pierwszych testów wynika, że idealną porą na rozpoczęcie wędrówki (wejście na szlak) są godziny pomiędzy 6 a 7 rano. Jest już zupełnie jasno, wystarczająco ciepło, a jeszcze nie gorąco i do tego pusto!

Wczesna pobudka i początek wędrówki

Tym razem, oprócz niechęci do tłumów, mieliśmy jeszcze jeden motywator do wczesnego wyjścia na szlak. Prognoza pogody zapowiadała burze i opady deszczu – a są to kolejne elementy, za którymi w górach nie przepadamy.

Chcąc zacząć wędrówkę ok 6 rano, z Krakowa musielibyśmy wyjechać ok 4:30, co tym razem nie za bardzo się nam uśmiechało. Żeby zaoszczędzić kilka godzin snu zarezerwowaliśmy nocleg na booking.com i w stronę Tatr wyruszyliśmy już w sobotę.

Czerwone Wierchy

W Kirach, skąd zaczynaliśmy podejście byliśmy ok 6.30. Nie byliśmy pierwsi, ale dość szybko przegoniliśmy wszystkich, którym udało się wyruszyć przed nami i mogliśmy cieszyć się pięknem gór w samotności.

Mikrowyprawy Czerwone Wierchy

Mikrowyprawy Czerwone Wierchy

Mikrowyprawy Czerwone Wierchy
Zdecydowaliśmy się na pętlę mającą ok 18 km długości i ponad 1400 m przewyższenia. Zgodnie z oznaczeniami, wędrówka powinna zająć niecałe 9 godzin:

Początek trasy przebiega przez leśną ścieżkę, przez co można skupić się na sprawnym pokonywaniu kolejnych metrów wysokości. Piękne widoki zaczynają się prawie w tym samym momencie, w którym las zamienia się w kosodrzewinę.

Od tego momentu, pomimo nadal dość stromego podejścia, wszelkie trudy wynagradzane są doskonałymi widokami. Zresztą naszą inspiracją, aby wybrać się właśnie na Czerwone Wierchy, było zestawienie najlepszych miejsc widokowych w Tatrach, które znaleźliśmy na blogu Wieczna Tułaczka

Co prawda, kiedy dotarliśmy na Małołączniak, całe Tatry Wysokie zastaliśmy zatopione we mgle (z informacji od turystów, którzy szli z przeciwnego kierunku wynikało, że spóźniliśmy się ok 10 minut 😉 ) jednak panorama na Tatry Zachodnie i Giewont w pełni nas zadowalało.

Mikrowyprawy Czerwone Wierchy

Mikrowyprawy Czerwone Wierchy

Mikrowyprawy Czerwone Wierchy

Całą trasę udało się nam pokonać w nieco ponad 6h (wliczając w to postoje na odpoczynek i zdjęcia), dzięki czemu uniknęliśmy deszczu i burz.

Pierogi dla wędrowców

Nie wiem czy też tak macie, ale my kiedy chodzimy po górach dość często głośno zastanawiamy się, co byśmy zjedli, kiedy dotrzemy do schroniska, lub zejdziemy z gór. Tym razem padło na pierogi.

Za inspirację po raz kolejny na tej wyprawie posłużył nam blog. Zainspirowani wpisem  Tasteaway o 6 miejscach gdzie warto zjeść w Zakopanem wybraliśmy się do Javoriny.

Pierogi były tak pyszne, że nawet nie zdążyliśmy zrobić im zdjęcia. Skosztowaliśmy wersji na słono z jagnięciną w sosie myśliwskim i na słodko z jagodami w sosie waniliowym. Z całą pewnością była to jedna z najlepszych uczt jakiej zakosztowaliśmy w stolicy Tatr, ale i jedne z najlepszych pierogów ever. Podpisujemy się pod opinią Tasteaway obiema rękami i również ze szczerego serca polecamy!

Pierwsza Mikrowyprawa zakończyła się pełnym sukcesem. Nogi trochę zmęczone, akumulatory naładowane i głowy pełne inspiracji na kolejne edycje!

Jeśli macie do polecenia piękne, widokowe szlaki w Tatrach, zapraszamy do dzielenia się inspiracjami w komentarzach. A może znacie miejsca z oszałamiającymi pierogami, lub innymi daniami, których powinniśmy skosztować? Koniecznie dawajcie znać- chętnie sprawdzimy!