Marszon to nie wyścig…

„Najważniejsza w Marszonie jest droga, najważniejsze jest samo wędrowanie.” /Kuba Terakowski/

To było moje drugie podejście do Marszonu. Wcześniejsza próba zakończyła się niepowodzeniem i rezygnacją z wędrówki w okolicach 55 kilometra. Na drugi dzień miałem tak opuchnięte stopy, że nie mogłem zmieścić ich do półbutów, kiedy szykowałem się do wyjścia na jakąś imprezę rodzinną…

Bardzo nie lubię niedokończonych wyzwań

Od pierwszej próby pokonania Marszonu czyli 24 godzinnego marszu, organizowanego przez krakowskiego podróżnika – Kubę Terakowsiego minęło równo 10 lat. Niepowodzenie podczas pierwszej próby co prawda nie spędzało mi snu z powiek, ale gdzieś tam z tyłu głowy cały czas tliła się myśl, że jeszcze kiedyś trzeba będzie podjąć próbę. Od niespełnionej ambicji do realizacji planu minęła dekada, ale.. Udało się!

Z 4 na 5 Września 2015 przeszliśmy swój pierwszy, a licząc od początku trwania tej cyklicznej imprezy – 29 Marszon! Edycja, w której mieliśmy okazję uczestniczyć zaczynała się w Łącku i po liczącej 69 kilometrów pętli, kończyła w schronisku pod Bereśnikiem. Na przejście całej trasy potrzebowaliśmy ok 24 godzin, kilku kryzysów, walki z własnymi słabościami i sporego zapasu silnej woli. Gdyby nie świetna ekipa, która towarzyszyła nam podczas wędrówki, nie jestem pewien, czy i druga próba pokonania trasy nie zakończyłaby się rezygnacją.

Jak trzeba przygotować się do marszu, który trwa 24 godziny?

Nasze przygotowania to w miarę aktywny tryb życia i kilka wypadów górskich w tygodniach poprzedzających Marszon. Przygotowując sie do przejścia dystansu 70 km, wybraliśmy się na 3 dni włóczegi po Bieszczadach i jednodniową, dłuższą wędrówkę po Gorcach. Pomimo tego, że planowaliśmy bardziej systematyczne treningi, z braku czasu, nie do końca udało się nam je zrealizować. Na szczęście wystarczyło nam silnej woli i kondycji.

Żeby wziąć udział w tak długiej wędrówce, na pewno trzeba mieć pewne doświadczenie na szlaku. Marszon to impreza dla nieco bardziej zaprawionych turystów, jednak jak się okazało, nie trzeba być zawodowym długodystansowcem.

Ponieważ marsz trwa całą noc i cały dzień, przed wyprawą na pewno warto dobrze wypocząć. Inne, specjalne przygotowania nie są koniecznie – ale im więcej czasu włoży się w trening, tym łatwiej będzie na szlaku.

Co zabrać ze sobą na Marszon?

Im mniej, tym lepiej. Trzeba pamiętać, że z każdą godziną plecak staje się coraz cięższy, dlatego jego zawartość musimy oraniczyć do minimum. Woda, napoje izotoniczne, jedzenie, ubranie na zmianę, ochrona przed deszczem i śpiwór to minimum, które z czasem i tak daje się we znanki.

Podczas tak długiej wędrówki bardzo przydają się kije trekingowe i słodkie przekąski. Kije odciążają kolana, a słodycze dodają energii i otuchy. Maszerując nocą, niezbędna jest czołówka. W ekwipunku nie może zabraknąć podstawowej apteczki.

Klucz do sukcesu?

Ludzie! Bez zgranej ekipy znacznie łatwiej się poddać i odpuścić. Na trasie każdego dopada kryzys i pewnie w nie jednej głowie pojawia się myśl o rezygnacji. Właśnie wtedy bardzo przydaje się wsparcie drużyny. Gdyby nie ludzie, którzy nam towarzyszyli, chyba nie udałoby się nam dojść do końca.

XXIX Marszon

O samym Marszonie, możecie przeczytać na stronie: XXIX Marszon , gdzie znajdziecie również odnośniki do relacji innych uczestników i galerii zdjęć, które polecam szczególnie, bo na trasie nie brakowało nam wspaniałych widoków.

Marszon

Marszon

Widzimy się na kolejnym Marszonie? Może to dobry pomysł na kolejną Mikrowyprawę?