Pierwsze comiesięczne wyzwanie już za nami.

Zdecydowanie nie była to nowa rzecz w naszym życiu (jak sugeruje Matt Cutts w przytaczanym przez nas w poprzednim wpisie Tedzie), ale coś na co brakowało czasu na co dzień. Niby prosta, fajna czynność, ale w natłoku codziennych spraw zrzucana na dalszy plan. Czytanie książek – 30 minut dziennie!

W styczniu oboje postanowiliśmy, że przez 30 dni będziemy czytać książki 30 min/dziennie. Jest to świetny sposób, żeby nadrobić zaległości czytelnicze i zorientować się, że niby to tylko 30 min dziennie, ale w perspektywie miesiąca daje świetne efekty. Bez takiego postanowienia, oboje często mówiliśmy, że nie mamy czasu, żeby zabrać książkę z półki i trochę poczytać. Zawsze znajdzie się  milion ważniejszych rzeczy do zrobienia.

W 30 dni każdemu z nas udało się przeczytać po 3 książki, co wydaje nam się całkiem niezłym wynikiem. Na początku miesiąca przypominaliśmy sobie o naszym postanowieniu tuż przed spaniem i powiem szczerze, że nie było łatwo. Zmęczeni po całym dniu marzyliśmy, żeby przyłożyć głowę do poduszki i zasnąć.. a tu nic z tego.. dopiero za 30 min. Zdecydowanie pomagał fakt, ze oboje mieliśmy to samo wyzwanie. Motywowaliśmy się wzajemnie i po kilku dniach, okazało się, że jest coraz lepiej, a my często zamiast 30 min czytamy godzinę czy nawet więcej.

Jeśli także wydaje się Wam, że nie macie czasu na czytanie książek, a czytając przed spaniem zasypiacie po 2 stronach, dobrym sposobem na 30 minut z  lekturą jest czytanie w drodze do pracy. Odkąd przesiedliśmy się z samochodu na komunikację miejską (o czym opowiemy pewnie w osobnym wpisie) dość często zdarza się nam spędzać drogę do pracy z książką i jest to super rozwiązanie. Uważajcie tylko, żeby nie przegapić swojego przystanku 🙂

30 dniowe wyzwanie to próba sprawdzenia samego siebie. Wyzwanie książkowe okazało się i dla mnie i dla Michała strzałem w dziesiątkę.

Bardzo polecamy Wam wszystkim na dobry początek!