Początkiem roku dobrze znaleźć czas, żeby podsumować, albo po prostu przypomnieć sobie co działo się przez ostatnie 12 miesięcy. Spojrzeliśmy w kalendarz, spisaliśmy sobie ogólny zarys miesiąc po miesiącu, przejrzeliśmy zdjęcia, wpisy na Facebooku i Instagramie i okazało się, że całkiem sporo się wydarzyło. Jest to super sposób, żeby trochę powspominać, odświeżyć sobie i lepiej zapamiętać te najfajniejsze chwile, miejsca i wydarzenia z minionego roku, a przy okazji może stwierdzić czego brakowało, czego było za mało, czego za dużo i odpowiednio zaplanować Nowy Rok. A teraz sami zobaczcie co działo się u nas w 2019 roku. 

Przeprowadzka

 

Duża zmiana, która pochłonęła całkiem sporo czasu i energii w pierwszych miesiącach roku to zdecydowanie przeprowadzka. Pomimo tego, że miasto się nie zmieniło a dystans między starym i nowym mieszkaniem to jedynie 2 km, to ilość tematów do ogarnięcia nieco nas przytłoczyła. Dodam tylko, że dla mnie to zupełna nowość, bo to moja pierwsza przeprowadzka w życiu! 

Niby to tylko 2km różnicy, ale okolica całkiem inna. Oprócz ogarniania wnętrza, mebli, segregowania rzeczy i przewożenia pudeł, w zasadzie od pierwszego dnia zabraliśmy się za rozpoznanie okolicznych terenów. Po pierwszym rekonesansie okazało się, że mamy zdecydowanie więcej miejsc do spacerowania i biegania niż we wcześniejszej lokalizacji. Teraz mieszkamy dalej od centrum i wystarczy niecały 1 km spaceru i jesteśmy w lesie. 

Cały proces zmiany mieszkania wymagał poświęcenia czasu również w weekendy, bo wiadomo, że pracując nie ma kiedy ogarnąć wszystkiego w tygodniu. Automatycznie więcej czasu spędzaliśmy w Krakowie, ale szukaliśmy pomysłów, żeby złapać trochę oddechu nie wyjeżdżając zbyt daleko. Okazało się, że jest w czym wybierać.

Poznawanie okolicy

W sąsiedztwie mamy dwa użytki ekologiczne – Las Witkowicki i Dolina Prądnika. Świetne miejsca i na bieg i na spacer. Las, rzeka, przyroda i można poczuć się jak za miastem. Wytyczyliśmy sobie pętlę, która ma ok 12-15km. Wystarczy wyjść z domu, a po kilometrze jesteśmy już w innym świecie. 

Puszcza Niepołomicka była pomysłem na poznawanie okolicy w czasie naszej niezorganizowanej majówki. Musieliśmy operować urlopem, tak żeby starczyło na wszystkie pomysły do końca roku, więc z majówki skorzystaliśmy na tyle na ile pozwalały wolne dni w kalendarzu. Okazało się, że pół godzinki od domu mamy niezłą miejscówkę żeby zrobić trening i złapać trochę oddechu. Zapach lasu, śpiew ptaków, cisza i spokój. Świetne miejsce na wycieczkę biegową w lesie, ale także spacer, rowery, czy każdą inną formę aktywności. 

Druga perełka, którą odkrywaliśmy w tym roku to Ojców i Ojcowski Park Narodowy. Okazał się świetną alternatywą dla sobotniego wypadu w góry, kiedy rano zamiast zrywać się o świcie i ruszać, wybieraliśmy niespieszny poranek z kawą w łóżku. Teren, który mamy 30 min od domu to idealne miejsce do zbiegów, podbiegów i wycieczek biegowych albo spacerów. Piękny las, skałki i krajobraz jury Krakowsko – Częstochowskiej na prawdę nas zachwyciły. 

 

 

Działka

Już w 2018 roku staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami Rodzinnego Ogródka Działkowego w Zabierzowie. Ale to właśnie na 2019 rok przypadł nam pierwszy pełen sezon jako działkowcy. 

Taki ogródek to dla mieszkańców bloków (takich jak my) świetna odskocznia i miejsce, gdzie nawet po pracy można spędzić wieczór na łonie natury. Mamy to szczęście, że oprócz ogródka na działce jest też mały domek. Działka może być zatem miejscem na popołudniowy wypad, ale także na weekend czy urlop. Sezon mieliśmy całkiem owocny. Jako początkujący działkowcy wszystkiego się dopiero uczymy, ale posadziliśmy 3 nowe drzewa, kilka krzewów no i staramy się pielęgnować to co już jest. 

Na działce zawsze jest coś do zrobienia, ale odkryliśmy, że obydwoje całkiem nieźle potrafimy się zrelaksować przy takich ogrodowych pracach. 

 

Poznawanie okolicy

Spędzając kilka weekendów na działce znów nie zawiedliśmy się jeśli chodzi o lokalne atrakcje. Okolice Zabierzowa to całkiem spory wybór tras w pobliskich lasach. Zrobiliśmy kilka fajnych treningów i mimo, że w większości po płaskim terenie, to wystarczyły nam cisza, spokój i las wokoło. 

Jednym z ciekawszych miejsc, które odkryliśmy była Puszcza Dulowska w Tenczyńskim Parku Krajobrazowym. Jest to zielona enklawa na zachód od Zabierzowa, która daje fajne możliwości na aktywne spędzenie czasu wśród buków i sosen. 

 

Nowe pomysły

Fajnie jest robić coś po raz pierwszy! Jak się okazało w minionym roku udało się spróbować kilku nowości, które zdecydowanie przypadły nam do gustu. Polecamy – najlepiej wypróbujcie sami! 

 

Zimą w stronę słońca, czyli luty na Kanarach

Zawsze czekaliśmy z dłuższym urlopem do wakacji, a w tamtym roku wpadliśmy na to, że tak naprawdę słońca brakuje nam najbardziej zimą. W wakacje mamy go u siebie, a w zimie warto pojechać gdzieś dalej, żeby je znaleźć. O naszej wyprawie zadecydowało słońce, którego nam brakowało i najwyższy szczyt Hiszpanii, który chcieliśmy zdobyć. 2 tygodnie lutego na Wyspach Kanaryjskich okazało się strzałem w dziesiątkę. I mimo że wcześniej kojarzyły nam się z leżeniem plackiem na plaży to okazało się, że w rzeczywistości są rajem dla tych, którzy tak jak my lubią aktywnie spędzać czas. 

Nasze Wyspy Kanaryjskie w pigułce to przede wszystkim: słońce i ładowanie akumulatorów; biegi wzdłuż oceanu, wycieczki biegowe, treningi; ocean, plaże, góry, klimatyczne miasteczka, atrakcje turystyczne; spacery; tapasy, owoce morza i inne lokalne smakołyki; chwila oddechu i zachwyt tu i teraz. Wisienką na torcie był oczywiście górski szczyt, czyli Pico del Teide – najwyższy szczyt Hiszpanii.

Kierunek zdecydowanie polecamy – szczególnie gdy u nas szaro, buro i ponuro. W naszych Fb wrzutkach były zdjęcia i notki na bieżąco, ale obiecujemy, że wpis na blogu też zamieścimy. 

 

 

Śniadanie wielkanocne na Sokolicy 

W tym roku troszkę zmieniliśmy konwencję spędzania Świąt Wielkanocnych. Gdy tylko rozpoczęły się dni wolne czmyhneliśmy w góry, czyli tam gdzie czujemy się najlepiej. W Szczawnicy spędziliśmy trzy dni biegając po górach przy okazji robiąc rekonesans trasy biegu Chyżej Durbaszki, który czekał nas tydzień później. Szczawnickie Święta zakończyliśmy śniadaniem wielkanocnym na szczycie Sokolicy. Z Tatrami na talerzu wszystko smakowało wyśmienicie.

 

Biegi w Szczawnicy

Bieg w Szczawnicy był jednym z dwóch startów, które zaplanowaliśmy sobie na 2019 rok. Już zapisy okazały się wyzwaniem, gdyż miejsca na poszczególne biegi rozchodziły się jak świeże bułeczki. Ale udało się kliknąć w odpowiednim momencie i nasze nazwiska pojawiły się na liście startowej Chyżej Durbaszki.

Pogoda mimo niekorzystnych prognoz dopisała, a deszcz dopadł nas dopiero na mecie. Nie czuliśmy, że jesteśmy jakoś super przygotowani, ale ostatecznie udało się przebiec szybciej niż przypuszczaliśmy. 20km, +820/-970 w czasie 2:38:50 – to liczbowe podsumowanie. Profesjonalna organizacja, piękne trasy i fajna atmosfera, a do tego w naszej ulubionej Szczawnicy. Na pewno będziemy tam wracać!

 

Pierwsza Via ferrata, czyli weekend w Szwajcarii

Via Ferrata to coś co dawno chodziło nam po głowie, a na długi weekend czerwcowy kupiliśmy bilety do Szwajcarii, żeby odwiedzić naszych przyjaciół. Dzięki Magdzie i Kubie udało nam się pokonać naszą pierwsza trasę tzw. żelazną drogą czyli via ferratę. Adrenalina, dreszczyk emocji i fantastyczne uczucie gdy weszliśmy na szczyt praktycznie pionowej ściany! To był nasz pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz.

Szwajcarski weekend to nie tylko via ferrata – to przede wszystkim fantastyczny czas spędzony w gronie przyjaciół. Do tego wypełniony po brzegi atrakcjami i bardzo aktywny, czyli tak jak lubimy najbardziej! Górskie wycieczki, alpejskie widoki, pokaz fajerwerków i samolotów nad jeziorem, lokalne szwajcarskie smakołyki, czyli 4 dni totalnego, aktywnego luzu. Lot Kraków-Zurych to tylko 1h30min a krajobrazy na miejscu jak z bajki. 

 

Wyścig Formuły 1 na żywo, czyli Hungaroring z Robertem Kubicą 

Nie interesowaliśmy się wcześniej wyścigami, ale zawsze fajnie zobaczyć coś nowego i kibicować Polakom. Z takiego założenia wyszliśmy, gdy nasz przyjaciel zaproponował wyjazd na Węgry na wyścig Formuły 1 z udziałem Roberta Kubicy. Tor Hungaroring w Budapeszcie to tor F1 zlokalizowany najbliżej Polski. Jest to zatem najlepsza okazja, żeby bez wielkich nakładów finansowych zrobić sobie wycieczkę i zobaczyć taki wyścig na żywo. Nie byliśmy osamotnieni z takim pomysłem, bo ponoć do Budapesztu dotarło wtedy ok 35000 polskich kibiców. 

2 dni wyścigów w piknikowej atmosferze, świetna organizacja imprezy i nowe emocjonujące doświadczenie! Zdecydowanie polecamy, bo naprawdę można się w to wkręcić! A jak do tego obejrzycie serial na Netflixie, to już wpadliście, tak jak my 😉 

Wyścig był głównym celem, ale udało nam się wpleść w tę samą wycieczkę jeszcze zdobycie najwyższego szczytu Węgier – Kekes, trochę poszwędać po Budapeszcie i spróbować lokalnych smakołyków. 

 

Chorwacja z namiotem, czyli camping lifestyle 

Bardzo długo marzyłam, żeby wybrać się do Chorwacji i zobaczyć kraj, o którym słyszałam tak dużo dobrego. Michał jako dziecko jeździł tam co roku na wakacje, więc do tej pory wolał jak na nasze podróże wybieraliśmy nowe miejsca. Zastanawiając się nad wakacjami, stwierdziliśmy, że stęskniliśmy się za spaniem w namiocie i chętnie spakujemy samochód i ruszymy przed siebie. Z takim założeniem Chorwacja wydała się idealną destynacją. Plan był więc następujący: totalny reset na łonie natury, no i oczywiście zdobycie najwyższego szczytu – bo nasz projekt Korona Europy w toku.

Campingowy chill, morze i góry to był nasz wakacyjny zestaw idealny. Nic więcej nie trzeba nam było do szczęścia! Pobudka, niespieszna kawka na leżaku przed namiotem, przedpołudnie z książką na hamaku, poranne ćwiczenia i kąpiel w morzu, to właśnie na tego typu atrakcje czekaliśmy najbardziej. Campingowy lifestyle ma swój niesamowity urok. Rozbijasz namiot i na ten wakacyjny czas tworzysz swój mały domek, ale tak naprawdę czujesz się wtedy częścią natury. Żadne ściany i mury nie przeszkadzają, wystarczy że odsuniesz zamek i już – jesteś na zewnątrz 🙂 Oczywiście oprócz campingowych zachwytów były też lokalne smakołyki, wycieczki, podziwianie tamtejszej natury, plaże czy nurkowanie. 

Trzeba przyznać, że zmienił nam się sposób patrzenia i poznawania nowych miejsc. Jeszcze kilka lat temu zakładaliśmy plecaki na plecy, ruszaliśmy autostopem, albo wsiadaliśmy w auto i jechaliśmy na 1,5 miesiąca zwiedzać Europę chcąc zobaczyć wszystko co się da. Teraz stajemy się fanami oglądania świata w stylu slow, co coraz bardziej przypada nam do gustu. Doceniamy kawkę w lokalnej kawiarni, czy spokojne szwędanie się bez planu uliczkami małego miasteczka, o którym nie rozpisują się przewodniki.   

Ale nie całe życie płynie w rytmie slow… Żeby spokojnie poleżeć w hamaku, trzeba też się trochę zmęczyć! Campingowe życie jest na tyle fajne, że wystarczy wyjść z namiotu i od razu można zrobić poranny rozruch, pobiegać po plaży i popływać w morzu. 

Morze jest fajne, ale jednak nie ma jak w górach. Do tego cały czas towarzyszy nam projekt Korona Europy, który zapewne zostanie z nami jeszcze na długo. To właśnie w Chorwacji zdobyliśmy siódmy szczyt do naszej kolekcji. Fajnie mieć taki długodystansowy projekt, bo wiemy, że poznając nowy kraj dotrzemy też na jego górskie szlaki. A nie ma co ukrywać, że to właśnie w górach czujemy się najlepiej! 

Campingowy lifestyle i wakacje z namiotem polecamy każdemu. Naszym zdaniem w każdym wieku jest to super sposób na urlop!

 

Obóz biegowy, czyli mocna dawka motywacji i rozruch na początek sezonu 

Ostatnio na jakimś obozie byliśmy mniej więcej w czasach liceum, czyli już jakąś chwilę temu 😀 Obóz biegowy to była dla nas zupełna nowość. W czasie, gdy jeździliśmy na takie wyjazdy, absolutnie nie biegaliśmy, a kręciły nas zupełnie inne dyscypliny sportu. 

Gdy przeglądając fb natknęliśmy się na wpis Natalii Tomasiak, że w listopadzie  organizuje Spotkania biegowe w Krynicy Zdroju, stwierdziliśmy, że to może być fajny sposób na dobre rozpoczęcie nowego sezonu biegowego. 

No i jak było? Biegowo i to w górskim stylu! Brzmi fajnie, prawda? Duża dawka ruchu, motywacji, wiedzy, pozytywnej energii i uśmiechu – tak w dużym skrócie można podsumować to co działo się w Krynicy.A działo się naprawdę dużo i to w fantastycznej atmosferze i w towarzystwie samych pozytywnie zakręconych ludzi. Dla nas był to zdecydowanie długi weekend pełen nowych doświadczeń. 

Jeśli chcecie dowiedzieć się coś więcej, to koniecznie przeczytajcie nasz wpis

A jeśli kiedyś zastanawialiście się czy wybrać się na taki obóz, to nie zastanawiajcie się za długo tylko jedźcie. A jeśli nie biegacie to może jakiś inny obóz? To świetny sposób na spędzenie czasu z ludźmi zakręconymi na tym samym punkcie, wymiana doświadczeń, poznanie czegoś nowego i zupełne oderwanie się od tego co tu i teraz. Może weekend z jogą, albo obóz skiturowy?  Szukajcie, wertujcie internet, teraz mamy tak wiele możliwości, że każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. 

 

Zajęcia biegowe, czyli jak odkryliśmy, że bieganie na bieżni może być całkiem ok 

 

Na różnych siłowniach ćwiczymy już od dawna. Mieliśmy też dłuższe bądź krótsze przygody z różnymi formami zajęć, czy nawet treningi z trenerami personalnymi.

Końcem 2018 roku z polecenia trafiliśmy do klubu Crossfit Lea. Zaczęliśmy od zajęć crossfitowych z różnymi trenerami. Klub i panująca tam atmosfera bardzo przypadły nam do gustu i najzwyczajniej zadomowiliśmy się tam. Jakiś czas na crossfit chodziliśmy do Kamila Klicha. Potem okazało się, że oprócz crossfitu prowadzi też zajęcia biegowe, które w okresie zimy odbywają się na bieżniach. Bieganie było dla nas przede wszystkim formą aktywności na powietrzu, ale, że zima w Krakowie nie sprzyja tego typu działaniom, postanowiliśmy, że spróbujemy.

Zajęcia odbywają się nie na zwykłych bieżniach, które znaliśmy, ale takich napędzanych siłą własnych mięśni. Do tego Kamil jest trenerem z krwi i kości i oprócz tego, że jest świetnym fachowcem, potrafi odpowiednio zmotywować do treningu. Zajęcia stały się dla nas stałym punktem w kalendarzu i  świetnym sposobem na regularny trening w tygodniu. 

 

Stałe punkty w kalendarzu

Super jest robić coś po raz pierwszy, ale jak już złapie się zajawkę, warto ją pielęgnować i nie odpuszczać. Poniższe działania i miejsca mamy sprawdzone i w 100% do polecenia! 

Rowerem do pracy, czy to zimą czy latem 

 

To był drugi pełny rok w którym rower stał się naszym ulubionym środkiem transportu na trasie praca – dom – praca. Okazuje się, że nie ma złej pogody na rower, są jedynie źle ubrani rowerzyści. Sprawdza się to w 100%. Oczywiście przyjemniej wsiąść na rower, gdy jest piękny, słoneczny i ciepły dzień, ale okazało się, że dla nas dużo przyjemniej jest założyć kurtkę przeciwdeszczową czy puchówkę, gdy pogoda nie sprzyja i wsiąść na rower, niż stać w korku jadąc autem lub autobusem.

Jest eko, jest szybciej, jest dużo przyjemniej i jakoś lepiej rozpoczyna się dzień taką rowerową przejażdżką. W zimie trzeba się dobrze ubrać i uważać gdy sypnie śniegiem, czy trochę przymrozi. A na jesień czy wiosnę zakupić fajną pelerynę – w Decathlonie jest takich do wyboru do koloru. My jesteśmy fanami tego rozwiązania i polecamy wszystkim. 

 

Festiwal biegowy w Krynicy 

Na Festiwal biegowy, który co roku na początku września odbywa się w Krynicy po raz pierwszy dotarliśmy w 2017 roku. Pobiegliśmy wtedy Życiową dyszkę, bo jeszcze byliśmy na etapie, że po górach się chodzi, a nie biega. Ale atmosfera, która tam panowała mega nam się spodobała i postanowiliśmy, że wrócimy za rok. Za rok, czyli w 2018 wróciliśmy, ale oprócz Życiowej dyszki pobiegliśmy nasz pierwszy półmaraton górski – Runek Run. 

W tym roku Festiwalem w Krynicy rozpoczęliśmy nasz wakacyjny urlop. W końcu najpierw trzeba się zmęczyć, żeby potem odpoczywać 😉 Tym razem  walczyliśmy na trasie biegu 7 dolin na dystansie 35 km.

Festiwal Biegowy to nie tylko biegowe i górskie zmagania, ale także, a może przede wszystkim wspaniała impreza, pozytywne i inspirujące spotkania, klimat jakiego nie ma nigdzie indziej. Mimo, że Krynica to nie jest nasze miejsce na ziemi, to przez te trzy dni w roku uwielbiamy tam być! Wybór biegów jest tak duży, że każdy znajdzie coś dla siebie. 

 

Festiwal Górski w Lądku Zdroju 

Weekend kończący nasz urlop spędziliśmy w Lądku Zdroju. Co roku pod koniec września organizowany jest tam Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady .

Pierwszy raz usłyszeliśmy i wzięliśmy w nim udział 3 lata temu i już na stałe zagościł w naszym kalendarzu! Lądek na te 4 dni zamienia się w tętniące górską energią miasteczko!

Program jest tak bogaty, że ciężko się zdecydować o czym słuchać i co oglądać w danej chwili. Uśmiechnięci ludzie w kolorowych, sportowych ciuchach przechadzają się to tu to tam, czasem pędzą żeby zdążyć na wyczekany film czy prelekcje, czasem przystają żeby przywitać kolejną znajomą osobę i chociaż chwilę pogadać, a czasem po prostu siedzą na trawce otoczeni gronem znajomych i radośnie gawędzą. 

Tak to jest w Lądku… Jeśli lubicie góry i jeszcze nie byliście na tym  Festiwalu to koniecznie przybywajcie za rok! My będziemy 😉

 

2019 rok w liczbach

No to po kolei popatrzmy jak to było w minionym roku:

  • 4 kraje ( Wyspy Kanaryjskie(Hiszpania), Szwajcaria, Chorwacja, Węgry) – nie licząc innych przez które przejeżdżaliśmy tj. Słowacja, Austria, Czechy, Bośnia, 
  • 10 pasm górskich w Polsce (Tatry, Karkonosze, Góry Świętokrzyskie, Beskid Żywiecki, Bieszczady, Beskid Myślenicki, Beskid Mały, Beskid Wyspowy, Gorce, Beskid Sądecki) 
  • 3x Turbacz
  • 3x Leskowiec 
  • 50 biegów terenowych 
  • 8 wycieczek górskich (trekking jak dawniej)

 

Korona Europy

1. nr 5 Teide – najwyższy szczyt Hiszpanii 

Dach Hiszpani – przynajmniej tak mówią niektórzy o Pico del Teide , czyli najwyższym szczycie Hiszpanii- 3718mnpm!

Dach był dla nas wyjątkowo niesprzyjający – wiatr dochodzący do ponad 100 km/h, temperatura ok -10, czyli odczuwalna pewnie ok -20, a wschód słońca i ta rozległa panorama na cały archipelag wysp Kanaryjskich o której piszą w przewodnikach pozostały dla nas niewidoczne.

Ale mimo niesprzyjających warunków pogodowych, w zespole czwórkowym z sympatycznym małżeństwem z Gdyni, których poznaliśmy w schronisku udało nam się zdobyć najwyższy szczyt Hiszpanii i dołączyć go jako piąty do kolekcji Korony Europy.

 

2. nr 6 Kekes – najwyższy szczyt Węgier 

Kekes o wysokości 1014 mnpm położony jest w Górach Matra w północnej części kraju.

Praktycznie pod sam szczyt można dojechać autem, ale wybraliśmy wariant podejścia niebieskim szlakiem z miejscowości Matrahaza. W jedną stronę to ok. 2,5km i 288m podejścia, czyli jakieś 40 min. Miał był spokojny spacerek, ale góry lubią pokazać pazur… Tym razem w połowie drogi zaskoczyła nas ulewa i burza. Całkowicie przemoczeni zbiegliśmy praktycznie do początku szlaku gdzie w altanie przeczekaliśmy niepogodę. Nie chcieliśmy odpuścić, więc gdy deszcz ustał ruszyliśmy spowrotem na górę. Tym razem wszystko się udało i w zespole czwórkowym z dwójką przyjaciół Rafałem i Maćkiem dotarliśmy do szczytu.  

 

3. nr 7 Dinara – najwyższy szczyt Chorwacji 

Dinara o wysokości 1831 mnpm w Górach Dynarskich, to najwyższy szczyt Chorwacji. Nie jest to jakaś spektakularna góra, a raczej taka, na którą robi się przyjemną wycieczkę górską podczas wakacji. Na trasie spotkaliśmy dosłownie kilka osób i w większości byli to Polacy. Tym razem góry nie pokazały pazura, a jedyną niedogodnością była nieco monotonna wędrówka w upale. Ale kolejny szczyt, tym razem w zespole dwójkowym dopisaliśmy do listy tych zdobytych. 

 

Biegowe starty

  1. Chyża Durbaszka – Biegi w Szczawnicy 

          22km ; +820m/-970m, w czasie 2:38:50 

2. Bieg 7 dolin Viseg Run – Festiwal biegowy w Krynicy 

     35 km; +1520/-1380m, 4:58:08

 

Noclegowe hity

Lubimy nocować w fajnych miejscach, a w minionym roku udało się trafić na niezłe perełki. Poniżej kilka propozycji, które szczególnie utkwiły nam w pamięci: 

 

  • Teneryfa – El Medano – Infinity Ocean View 

 

Wybierając się na Wyspy Kanaryjskie marzyliśmy o kawce z widokiem na ocean. Udało się! Na bookingu udało się znaleźć apartament na Teneryfie w małej miejscowości El Medano, położony w pierwszej linii od oceanu. Trochę dopłaciliśmy za ten widok, ale było warto! Tego byliśmy pewni od momentu, gdy stanęliśmy na balkonie, zobaczyliśmy widok i usłyszeliśmy szum, przy którym mogliśmy usypiać przez kilka kolejnych nocy.  

 

Jeśli czasami szukacie miejsca na weekend, na narty, na ferie czy wakacje to Natalia Tomasiak – Górski Styl i Przemek stworzyli naprawdę przyjazną miejscówkę w Krynicy Zdroju. Byliśmy, przenocowaliśmy, pojedliśmy, a nawet poimprezowaliśmy i zdecydowanie polecamy Górski Styl. Przyjazna atmosfera i przemili gospodarze to nie jedyne plusy tego miejsca. Są też pyszne śniadania robione samodzielnie przez Przemka, fajne pokoje, a nawet sauna! 

 

Podczas naszego campingowego tripu z polecenia naszej przyjaciółki Kasi trafiliśmy na camping, który idealnie wpisał się w nasze wyobrażenia i potrzebę chwili. Kameralny camping w małej miejscowości Orasac, wokoło dużo drzew, zaciszne parcele, strome zejście na plażę gdzie mogliśmy ćwiczyć podbiegi, a w sklepiku campingowym lokalne piwko na ochłodę. Campingowy chill w najlepszym wydaniu. 

 

Jeśli wybieralibyście się w przyszłym roku na Festiwal górski w Lądku Zdroju to zdecydowanie polecamy przenocować na polu campingowym, które specjalnie z tej okazji pojawia się nieopodal festiwalowych lokalizacji. Wszędzie blisko, są tojtoje, a nawet tojtojowe prysznice, a w dodatku za darmo przy zakupie karnetu. 

 

Klimatycznie, w lesie na polanie, pośród gór, a do tego można wyjechać w piątek po pracy, dojechać na parking na Łysej Polanie i w świetle czołówek dotrzeć na miejsce w 45 min przyjemnym spacerkiem. A rano budzisz się…i rozpoczynasz sobotę z kubkiem kawy w górach. A w schronisku, miło i smacznie – polecamy!

 

Chyba najbardziej klimatyczny i przytulny apartament w jakim kiedykolwiek byliśmy. W planie na Mikołajkowy weekend w Zakopanem mieliśmy noclegi w schronisku, ale Roztoka na którą postawiliśmy miała tylko wolny nocleg z piątku na sobotę. Do zagospodarowania został nam zatem jeden nocleg. Na bookingu w ostatniej chwili udało nam się trafić na fajną promocję apartamentu w Willi Kasprowy. Normalnie jest tam dosyć drogo, ale mieliśmy szczęście i udało się zanocować w miarę w przyzwoitych pieniądzach. Z bardzo miłych dodatków był ekspres zaopatrzony w kapsułki o różnych smakach i jacuzzi w ogrodzie. W grudniu przy temperaturze ok.0 stopni taka kąpiel w jacuzzi to było coś cudownego! 

 

Podsumowując…

Tym razem postawiliśmy na trochę inną formę podsumowania roku. Chcieliśmy, żeby była wartościowa i dla nas i dla Was. My pisząc ten tekst trochę powspominaliśmy i raz jeszcze przeżyliśmy ten rok przeglądając zdjęcia, filmiki, kalendarze i notatki. Dla Was staraliśmy się wypunktować kilka pomysłów i miejsc do odwiedzenia, które być może zainspirują Was do własnych podróży i doświadczeń w Nowym Roku. 

 

Dziękujemy naszym partnerom Power Canvas i Maloka za kolejny super rok współpracy i mamy nadzieję, że w 2020 uda się zrealizować kilka wspólnych projektów o których ciągle myślimy. 

 

A jak zapowiada się nowy rok? 

Hmm będzie aktywnie – to pewne! Jest kilka pomysłów na kolejne pierwsze razy, na kolejne szczyty z Korony Europy i biegowe przecieranie szlaków, które jak wszystko dobrze pójdzie będą trochę dłuższe.

No i oby udało się więcej dla Was pisać – tego sobie życzymy na początku Nowego Roku 🙂 

Zapraszamy do śledzenia naszych profili na Facebooku i Instagramie – tam najszybciej udaje nam się publikować co u nas! 

No to dobrego 2020 roku!